Mój niezbędnik do ust

by

Wiesz zapewne, że jestem wielką fanką delikatnego makijażu ust. Jeśli miałabym wybrać jeden jedyny produkt, który zabrałabym na bezludną wyspę i który miałby zostać ze mną forever & ever, bez wahania wskazałabym na balsam do ust. Wbrew temu co widzisz na zdjęciu profilowym, to właśnie usta w delikatesowym wydaniu są najbliższe memu sercu. Dziś pokażę Ci mój podstawowy zestaw. Produkty bez których nie mogę się obejść na co dzień, ani od święta. Znajdziesz w nim również kilka błyszczyków, ale tak delikatesowych że bliżej im do balsamów jak do kosmetyków kolorowych. Wielbię tę moją gromadkę ponad wszystko! Każdy jeden element.

Delikatesowy balsam / błyszczyk pasuje do wszystkiego. Zawsze i wszędzie. Nawet przez chwilę nie muszę się zastanawiać czy jest odpowiedni czy nie. Między produktami z mojej gromadki też szczególnie wybierać nie muszę. Choć nie są takie same, to już na pierwszy rzut oka możesz znaleźć wspólny mianownik. Jest zdecydowanie różowo. Mniej lub bardziej, ale różowo (poza jednym bezbarwnym wyjątkiem). Uwielbiam je wszystkie i to po który w danej chwili sięgam, uzależnione jest od tego który mam akurat pod ręką. Są ‚porozrzucane’ po całym domu – w salonie, koło łóżka, w torebce czy w kieszeni kurtki. Każdy daje mi tę samą przyjemność stosowania i noszenia. Każdy jest dla ust bardzo łaskawy.

ulubiency usta

Pierwszy był Dior Lip Glow, zużywam kolejne opakowanie, więc choćby z tego względu powinnam wspomnieć o nim w pierwszej kolejności. Jest połączeniem pielęgnującego balsamu i delikatnej pomadki. Wygląda może dość niepozornie, ale drzemie w nim wielka siła. Ma lekką, masełkowatą konsystencję, która przyjemnie sunie po ustach i otula je miękką warstewką. Przynosi ukojenie spierzchniętym ustom, świetnie nawilża, delikatnie natłuszcza i pielęgnuje. Usta są odżywione, wyraźnie wygładzone i zmiękczone. Mój ukochany od kilku lat!

W stałej ofercie znajdziesz go w delikatnym, różowym kolorze, ale czasem pojawia się w kolekcjach limitowanych w innych odcieniach. Jak mój Lilac >> czy Coral >> (nie znajdziesz go tutaj na zdjęciach, bo zdążył się zużyć dawno temu). Balsam w magiczny sposób dopasowuje się do koloru ust i uwydatnia ich naturalny odcień. Na każdych będzie prezentował się nieco inaczej.

Dior Lip Glow

Givenchy Le Rouge Perfecto to jeden z moich najświeższych nabytków, ale szybko wskoczył do grona ulubieńców. Nie tylko dlatego, że pięknie wygląda, ale również za to jak dobrze robi ustom. Łączy w sobie odżywczą skuteczność balsamu, zapewnia efekt pełniejszych ust oraz blask i naturalnie piękny kolor. Już jedna warstwa zapewnia ustom porządną dawkę nawilżenia i odżywienia. Właściwie natychmiast po aplikacji usta są wyraźnie gładsze i pełniejsze, jakby były wypełnione od wewnątrz, a ich naturalny kolor jest subtelnie podkreślony. Dokładnie tak jak lubię!

Dostępny jest w jednym uniwersalnym różowym odcieniu 01 Perfect Pink >>.

Givenchy Le Rouge Perfecto

Clarins Instant Light Lip Balm Perfector to kolejny produkt spośród mojej gromadki, który łączy korzyści makijażu i najlepszej pielęgnacji. Masełkowa konsystencja natychmiast rozpływa się na ustach i otula je komfortową warstewką półprzezroczystego koloru. Daje uczucie ulgi i nawilżenia, nawet bardzo spierzchniętym ustom. Właściwie od razu po aplikacji są wygładzone i zmiękczone. Błyszczą się delikatnie i sprawiają wrażenie bardziej soczystych. Na opakowaniu powinna być dodatkowa adnotacja, że balsam jest wyłącznie do użytku zewnętrznego. Pachnie tak obłędnie karmelowymi ciasteczkami, że trzeba się powstrzymywać by od razu wszystkiego nie zlizać!

Dostępny w 6 odcieniach, mój jest oczywiście różowy, 03 My Pink >>. Od razu po nałożeniu jest praktycznie przezroczysty, po chwili zaczyna się różowić, by ostatecznie pięknie wtopić się w usta i podkreślić ich naturalny odcień.

Clarins Instant Light Lip Balm Perfector

Nie mogło tu również zabraknąć olejku do ust Clarins Instant Light Lip Comfort Oil. Uwielbiam w nim wszystko. Od cudownie mięsistego, gąbczastego aplikatora, poprzez oleisto-żelową konsystencję, na efekcie na ustach kończąc! Genialnie otula wargi mięciutką kołderką i daje im taki komfort o jakim mogłaś tylko marzyć w najśmielszych snach. Nawilża przy tym, odżywia, wypełnia, uelastycznia i koi. Wygląda na ustach obłędnie! Tworzy gładką, półprzezroczystą taflę i mieni się jak się wariat. Cudo!

Dostępny obecnie w 3 odcieniach. Moja to przepyszna malinka 02 Raspberry >>.

Clarins Instant Light Lip Comfort Oil

No i błyszczole! Czwórka wspaniałych.

Dior Lip Maximizer zyskał moją wielką miłość nie tylko dzięki porządnemu nawilżeniu, ale też dzięki możliwości ekspresowego zwiększenia ich objętości. Jest nieco mentolowy i chwilę po nałożeniu daje uczucie lekkiego, zaskakująco przyjemnego mrowienia. To aktywny kolagen, który ma dawać ustom efekt wypełniający. Daje, nie da się ukryć! Usta są natychmiast optycznie powiększone i wypełnione. Do tego nawilżone, ujędrnione i mega soczyste. Lip Maximizer wygląda bardzo naturalnie, podkreśla naturalny odcień ust. Wygrywa u mnie końcowym efektem, w postaci cudownie gładkiej, lśniącej do granic przyzwoitości, szklanej tafli. Uwielbiam!

Dostępny jest w jednym odcieniu 001 Pink, ale podobnie jak Lip Glow pojawia się czasem w limitowanych odcieniach, jak mój 005 Fresh Pink >>.

Dior Lip Maximizer

Błyszczyków Chanel w mojej kolekcji możesz znaleźć całkiem sporo, ale to właśnie ta dwójka rozkochała mnie w sobie najmocniej i szybko znalazła się w grupie tych najbardziej uwielbianych i najczęściej używanych. Levres Scintillantes 186 Happy >> w opakowaniu wygląda na mocny i wyrazisty, ale na ustach pozostaje półprzezroczysty i genialnie podkręca ich naturalny ich odcień. Ma żelową formułę, która równomiernie ‚przyczepia się’ do ust i zawsze wygląda pięknie. Dodaje ustom nieziemskiej soczystości i tworzy cudownie gładką, lśniącą, lustrzaną taflę.

Chanel Levres Scintillantes 186 Happy

Najdelikatniejszy z wszystkich, jedyna ‚nie-różowa’ pozycja w mojej gromadce. Przezroczysty i lśniący Chanel Gloss Volume >>. Zawiera ekstrakt z różowego pieprzu, który poprawia mikrocyrkulację i podkręca naturalny kolor ust. Delikatnie podszczypuje i schładza. Świetnie nawilża, wygładza i wypełnia usta. Podkreśla je skoncentrowaną, krystalicznie świetlną formułą. Znów masz tu do czynienia z bajecznie gładkim, lustrzanym połyskiem. Ja takie kocham najmocniej!

Chanel Gloss Volume

Za to tak je wszystkie uwielbiam?! Przede wszystkim za połączenie walorów pielęgnacyjnych z makijażowymi. Za maksymalny komfort, jakiego można oczekiwać i pragnąć. Za łatwość makijażu ekspresowego, w ciemno i bez lusterka. Za nieograniczone możliwości i brak jakichkolwiek ograniczeń w makijażu oczu i twarzy. Za absolutną swobodę i wolność.

ulubiency usta swatchesChanel Gloss Volume, Chanel Levres Scintillantes 186 Happy, Dior Lip Maximizer 005 Fresh Pink i 001 Pink, Dior Lip Glow 005 Lilac i Lip Glow, Givenchy Le Rouge Perfecto 01 Perfect Pink, Clarins Instant Light Lip Balm Perfector 03 My Pink, Clarins Instant Light Lip Comfort Oil 02 Raspberry