NARS #yay i #nay

by

Wieść o pojawieniu się marki NARS w Polsce wywołała wielką falę entuzjazmu. W perfumeriach Sephora pojawi się we wrześniu, a w sklepie internetowym już od środy kusi swoimi czarnymi gumowymi opakowaniami wypełnionymi kolorami i formułami. Pomyślałam sobie, że to dobra okazja by pokazać Ci jakie NARSowe produkty skrywa moja toaletka. Napiszę Ci też co skrywała kiedyś, ale nie przypadło mi do gustu na tyle, by bez większego żalu się rozstać..

Nars MakeUp

Pewnie Cię nie zaskoczę, ale pierwszymi kosmetykami NARS jakie zamieszkały w mojej toaletce były róże. Oba o bardzo wymownych nazwach – kultowy Orgasm i może mniej kultowy, ale równie uroczy Deep Throat. Pozornie inne, ale tak naprawdę wiele je łączy, a różnica tkwi w szczegółach. Oba są brzoskwinkami z dodatkiem różu. W Deep Throat jest go trochę więcej. Orgasm z kolei ma w sobie złoty shimmer, który go ociepla i tworzy złoto-brzoskwiniową poświatę.

Oba są piekielnie łatwe w obsłudze. Orgasm jest bardziej napigmentowany, podczas gdy Deep Throat potrzebuje dwie / trzy warstwy więcej by ukazać podobną intensywność. Ten pierwszy świetnie nada się dla ciemniejszych karnacji, a ten drugi dla bladzioszków.

Nars Deep Throat Nars Orgasm

Koniec końców jednak na moim policzku wyglądają właściwie identycznie. Dają piękne świeże rumieńce z odrobiną blasku. Orgasm się nieco ochładza i wybija z niego więcej różu. Sama zobacz poniżej jak prezentują się w moich makijażach. Widzisz wielką różnicę? Ja nie. Gdybym nie robiła zdjęć na raty, miałabym problem z jednoznacznym określeniem który jest który.

Orgasm, w dużej mierze dzięki chwytliwej nazwie, stał się przedmiotem pożądania wielu kobiet. To chyba jeden z bardziej rozpoznawalnych produktów makijażowych na całym świecie (?). Wzbudza skrajne emocje, jedni kochają, inni nie potrafią pojąć fenomenu i jego sławę przypisują wyłącznie dobrej kampanii reklamowej. Ja jestem chyba gdzieś po środku. Nie pieję z zachwytów, ale go lubię. Równie mocno jak Deep Throat. #yay

Nars Deep Throat Nars Orgasm

Moją NARSową trójkę #yay zamyka produkt, który chyba nigdzie nie pojawił się na liście tych przez Was szczególnie wyczekiwanych. A szkoda, bo jest naprawdę fajny i mam nadzieję, że jak już zachwycisz i nasycisz się różami (na pewno na nie czekałaś najbardziej), zerkniesz i na niego. Zwie się Smudge Proof Eyeshadow Base i jest bazą pod cienie.

Nars Smudge Proof Eyeshadow Base

Ma dość rzadką, lekką, kremową konsystencję. Dobrze rozciera się na powiece, delikatnie wygładza i pozostawia po sobie aksamitną warstewkę. Cienie i pigmenty bardzo dobrze się do niej przyczepiają, a ich blendowanie nie sprawia najmniejszych problemów. Jak na dobrą bazę przystało świetnie podbija intensywność cieni i wydłuża ich trwałość. Nawet wyższe temperatury nie są jej straszne. Bardzo przypomina mi kultową bazę Urban Decay Primer Potion. Różnią się jedynie kolorem. Smudge Proof Eyeshadow Base jest koloru białego, po roztarciu przezroczysta. Jeśli znasz Urbanka, a jak znasz to na pewno lubisz, to polubisz też NARSika. Ja teraz kończę opakowanie i wracam do UD. Tak tylko dla odmiany. Ze Smudge Proof Eyeshadow Base na pewno się jeszcze spotkam. #yay

Nars Smudge Proof Eyeshadow Base

Może mniej kultowy jak Orgasm, ale również dobrze znany jest brązer Laguna. Mój drugi NARSowy zakup, zaraz po Orgasm’ie. Teoretycznie trudno przyczepić się do czegokolwiek, ale nie umiał skraść mojego serca. Robiłam wiele podejść, dawałam mu wiele szans, bez skutku. Nie mój odcień, nie moja bajka. Dość szybko znalazł sobie nowy dom, a ja ani przez chwilę nie żałowałam, że już go nie ma. #nay

Swego czasu mieszkała również ze mną Angelika. Zimny, intensywny róż, ze srebrnymi drobinkami. Nie wiem co mnie pokusiło by go kupić. Jeszcze bardziej nie moja bajka. Nasza znajomość skończyła się szybko i bezboleśnie, a mi skutecznie odechciało się dalszych znajomości z różami NARS. #nay

Był też błyszczyk. Turkish Delight lip gloss. To dopiero był koszmarek. Nie pamiętam nawet czy pasowała mi sama formuła, ale dobrze pamiętam że na ustach wyglądał okropnie (mówimy tu o czasach jakieś 3-4 lata wstecz.. gdy kosmetyki traktowałam bardziej użytkowo jak kolekcjonersko). Zdecydowanie #nay.

Mój wynik dotychczasowej znajomości z NARS 3:3. Pamiętaj jednak, że moje #yay może okazać się Twoim #nay, a moje #nay może absolutnie skraść Twoje serce.

Nars Deep Throat makeupNARS Deep Throat

Nars Orgasm makeupNARS Orgasm