Urlopowa kosmetyczka

by

Pozostając jeszcze w urlopowej atmosferze pomyślałam, że pokażę Wam zawartość mojej wakacyjnej kosmetyczki. To co zabrałam ze sobą na wyjazd, co okazało się niezbędne, co niepotrzebne, a co musiałam dokupić.

Oczywistym jest, że niemały wpływ na zawartość naszej urlopowej kosmetyczki ma cel wyjazdu, miejsce do którego się udajemy i panująca tam w tym czasie pogoda. My lecieliśmy na hiszpańskie Costa del Sol, do Malagi. O tej porze roku temperatury przekraczają tam 30 st., od wczesnego rana do późnego wieczora świeci mocne słońce i jest gorąco. Postawiłam więc generalnie na pielęgnację, bo w takim klimacie ostatnią rzeczą o jakiej marzę jest nakładanie makijażu. Oczywiście coś tam kolorowego też ze sobą zabrałam, ale bardzo minimalistycznie, bardziej ‚w razie co’.

Urlopowa Kosmetyczka Malaga

Od samego początku wiedziałam, że najważniejszym i absolutnie koniecznym elementem naszych kosmetyczek będą produkty słoneczne, czyli filtry i kosmetyki po opalaniu. No i zaczęły się schody i ograniczenia, bo lecieliśmy wyłącznie z bagażami podręcznymi i musieliśmy zmieścić się w narzuconym przez linie lotnicze limicie płynów. O ile z filtrami nie było absolutnie problemu, bo prawie każdy jaki miałam w domu miał mniej jak wymagane 100 ml, o tyle znalezienie balsamu po opalaniu o tej pojemności okazało się niemożliwe. Nie mieliśmy więc innej opcji jak dokonać zakupu na lotnisku. Ostatecznie kupiliśmy jedno opakowanie na bezcłówce (300 ml – Clinique After Sun Rescue Balm with Aloe – przeciętny) i w Hiszpanii dokupiliśmy kolejne (400 ml – Biotherm After Sun Oligo-Thermal Milk – fantastyczny). Taka ilość spokojnie wystarczyła nam na cały tygodniowy pobyt, przy regularnym (obfitym!) smarowaniu 3 razy dziennie.

malaga

Ze spakowaniem kosmetyczki nie miałam większego problemu. Postawiałam w większości na produkty znane, sprawdzone i lubiane. Jeśli chodzi o filtry to wybór padł oczywiście na SPF 50 – znane mi od zeszłego roku Clarins UV Plus Anti-Pollution >> i Chanel Sublimage La Protection UV oraz tegoroczną nowość Shiseido Expert Sun Protection Lotion >>. Te dwa pierwsze stosowałam głównie do twarzy, czasem na dekolt i ramiona. Ten ostatni wyłącznie do ciała. Wszystkie spisały się świetnie.

Na plaży przydała się też mgiełka MAC Fix+ >>, która świetnie chłodziła i odświeżała, nie tylko dzięki orzeźwiającemu zapachowi ogórkowego chłodnika. Oraz pozycja obowiązkowa zawsze poza domem – żel antybakteryjny Bath & Body Works, który bardzo często okazywał się wybawieniem dla moich dłoni.

Urlopowa Kosmetyczka

Oprócz filtrów zabrałam również pielęgnacyjny niezbędnik, czyli krem pod oczy Clinique Pep-Start, do twarzy lekki i rozświetlający Chanel Hydra Beauty Flash >> oraz równie lekki i genialnie przy tym nawilżający Sisley Hydra-Global. W ostatniej niemalże chwili wrzuciłam jeszcze do torby żelową maskę Sisley Express Flower Gel >>, co do której miałam nosa że zadziała jak kojący chłodzący kompres na rozgrzaną słońcem skórę. Nie pomyliłam się! Demakijaż, to oczywiście micel Biodermy, kiedyś bardzo lubiany Lancome Bi-Facil >> i tonik Sisley Floral Toning Lotion.

Urlopowa Kosmetyczka

Wybór perfum był oczywistą oczywistością. Od początku wiedziałam, że będzie to mój ukochany letni zapach – zielone Chanel Chance Eau Fraiche >>. Kupiłam w tym celu wersję podróżną, bo jest bardziej poręczna i zajmuje mniej miejsca w kosmetyczce / torebce jak szklany flakon. Antyperspirant z kolei, to ałun Organique, którego poznałam co prawda dopiero jakieś 2 tygodnie przed wyjazdem, ale zachwycił mnie na tyle swoją skutecznością, że musiał ze mną lecieć.

Urlopowa Kosmetyczka

Lakierami do paznokci i zmywaczami martwić się nie musiałam, bo dzień przed wylotem zrobiłam sobie hybrydy Semilac. Po długich namysłach wybrałam przepiękny duet Pink Smile i Gold Disco. Trzyma się na paznokciach po dziś dzień!

Urlopowa Kosmetyczka Urlopowa Kosmetyczka semilac

Ilość kosmetyków kolorowych postanowiłam jeszcze bardziej ograniczyć jak pielęgnację. Wzięłam podkład Chanel Les Beiges >> oraz puder Clinique Anti-Blemish Solutions. W pełni świadomie, bo wiedziałam że te formuły spiszą się znakomicie, ale poniekąd też nie miałam wyjścia, bo są to jedne z najciemniejszych odcieni jakie mam w swojej kolekcji. Korektor zupełnie odpuściłam. Dzień przed wylotem zrobiłam hennę brwi, by zbytnio nie straszyć na plaży, a na wypady na miasto zabrałam kredkę Tom Ford Brow Sculptor >>.  Do rzęs granatowy Dior Diorshow >>. Na policzki brązer Chanel Les Beiges  >> oraz najwspanialszy letni brązero-rozświetlacz Sisley Phyto-Touche Illusion d’Ete >>. Nie mogłam też nie zabrać mojego ukochanego balsamu do ust Dior Lip Glow >>. Uwielbiam go za to jak pielęgnuje usta, a i przekonałam się już nie raz, że w przeciwieństwie do niektórych mazideł do ust, wysokie temperatury nie są mu straszne.

Urlopowa Kosmetyczka

Tyle.

Mało?

I tak okazało się że za dużo.

Koniec końców podkładu nie użyłam wcale, pudru 2 razy, ale spokojnie mogłabym się bez niego obejść. Brwi podkreśliłam raz czy dwa, dopiero pod sam koniec pobytu gdy zdążyły już nieco wyblaknąć, choć też nie była to konieczność. Jedyne produkty po jakie sięgałam to tusz do rzęs i brązer Sisley. Reszta okazała się przyjemną niewątpliwie, acz niepotrzebną fanaberią. Okazało się, że produktów niezbędnych do przeżycia tygodniowego urlopu w ciepłym kraju jest znacznie mniej niż przypuszczałam.. bo oprócz błękitnego nieba, więcej do szczęścia czasem nie potrzeba..

malaga