The best of the best ♥ 2014 ♥

by

Zgodnie z tradycją, choć z małym opóźnieniem, przybywam do Was z ulubieńcami roku poprzedniego. Wyjątkowo trudno było mi tym razem zabrać się za ten wpis, z uwagi na sporą ilość naprawdę świetnych produktów, jaka przez moje dłonie się przez ostatnie miesiące przwinęła. Musiałam jednak dokonać ostrej selekcji, oto i jej efekt.

ulubiency

Ograniczyłam się w wyborach jak tylko mogłam. Nie potrafiłam jednak wybrać tylko jednego produktu z poszczególnych kategorii, bo to w końcu było 12 długich miesięcy. Okres gdy zmieniała się nieco skóra, jej potrzeby, a w związku z tym i moje oczekiwania. To co znalazło się w poście, to takie the best of the best!

ulubiency_podklady

Rok poprzedni, a szczególnie jego druga połowa, to okres podkładowego szaleństwa w perfumeriach. Wiele firm zaproponowało nowości, zadowalając tym samym chyba nie tylko mnie. Jeśli miałabym wybrać tylko jeden, który zabiorę na bezludną wyspę, byłby to Sisley Phyto Teint Expert – za to jak wygląda na twarzy, jak zachowuje się w ciągu dnia i dodatek pielęgnacji, który na stare lata coraz mocniej doceniam. Nie byłabym sobą, gdybym nie dodała tu jeszcze kilku innych pozycji. Jestem podkładomaniakiem i używanie kilku na zmianę, w zależności od dnia czy nastroju, to u mnie norma. Nie mogłam więc ograniczyć się wyłącznie do jednego! Diorskin Star, Diorskin Forever (choć tego odkryłam dopiero przy końcu roku, daję więc wielki kredyt zaufania.. połączyła nas jednak gorąca miłość i nie mogło go tu zabraknąć!) oraz Tom Ford Traceless Perfecting Foundation uwielbiam za świetne krycie, trwałość i efekt końcowy zachowany przez długie godziny. Na nowo zaprzyjaźniłam się również z Estee Lauder Double Wear, którego nie doceniałam z oczywistych względów w czasach suchej skóry, a teraz wyjątkowo dobrze się dogadujemy! No i Chanel Perfection Lumiere Velvet – cudownie lekki i delikatny, letni ideał.

ulubiency_korektory

Korektorem, po który sięgałam najczęściej w pierwszej połowie roku był Shiseido Sheer Eyezone Corrector. To świetne połączenie korektora z prawdziwego zdarzenia i rozświetlacza w jednym, z obu tych fukcji wywiązywał się bezbłędnie. Kiedy dołączył do mojej kolekcji Diorskin Star Concealer używałam ich właściwie na zmianę. Gdy potrzebowałam wyłącznie rozświetlenia i rozjaśnienia okolicy pod okiem, to w ruch szedł La Prairie Light Fantastic Cellular Concealing Brightening Eye Treatment (strasznie dłuuuga nazwa!), a gdy budziłam się z workami i opuchnięciami, to prawdziwą magię czynił Sisley Phyto Cernes Eclat.

ulubiency_pudry

Jeden z powyższych pudrów ma swoje stałe miejsce w ulubieńcach od kilku już lat. Mowa o Laura Mercier Secret Brightening Powder – używam go w absolutnie każdym makijażu, tylko na skórę pod oczami. Genialnie utrwala korektor, jest lekki i delikatny, ładnie rozświetla i choć z pozoru wydaje się być bardziej gadżetem, niż must have, to nie wyobrażam sobie, by miało go nie być! Gdy moja skóra dawała mi popalić, świecenie doprowadzało do szału i potrzebowałam matu na kilka godzin, zawsze sięgałam po MAC Blot Powder. Latał ze mną do Polski i miał stałe miejsce w mojej torebce. Zupełnym przypadkiem odkryłam MUFE HD Powder i szybko przekonałam się, że jest równie dobry, a do tego cudownie wygładza powierzchnię skóry. Z uwagi na sypką formułę nadawał się jednak wyłącznie do użytku stacjonarnego. Kiedy moja skóra miała lepsze momenty, a ja szukałam satynowego wykończenia i delikatnego rozświetlenia niezawodny okazywał się Chanel Vitalumiere Loose Powder Foundation.

ulubiency_brazery

Choć jestem maniaczką konturowania i brązerów w mojej kolekcji można znaleźć kilka, to w tej kategorii ograniczenie się do dwóch sztuk okazało się chyba najprostszym zadaniem! MAC Taupe absolutny numer jeden – ukochany, najwspanialszy! Mam go już od kilku lat, kiedyś stosowałam bardzo często, aż pojawiło się wgłębienie, a wraz z nim obawa o nieuchronny koniec, która nakazała znaleźć zastępcę. Potem zwyczajnie o nim zapomniałam (mam go we wkładzie do palety, której bardzo nie lubię, zawsze o niej zapominam i sięgam odruchowo do szuflady, gdzie mam pojedyncze kompakty!). W tym roku powrócił w ‚normalnym’ opakowaniu w limitowance i moje serce znów mocniej zabiło! Wystarczyło jedno użycie, by płomienna miłość odżyła na nowo, a ja się cieszę, że nie muszę go już oszczędzać! Kocham! Drugi okaz jaki widzicie, to MAC Strada (ten z dziurką) – również doskonały, bardzo często gościł na mym licu!

ulubiency_roze

Z różami mam zawsze problem. Jest ich naprawdę sporo, zajmują całą szufladę, a ja z rozkoszą używam wszystkich na zmianę. Pokazywałam Wam już moich różowo-koralowych oraz brązerowych ulubieńców, ale podsumowując cały rok wyłoniłam małą gromadkę, do której moja dłoń wędrowała najczęściej. Absolutny must have na okres wiosenno-letni, który miał swój udział w praktycznie co drugim / trzecim makijażu i najczęściej latał ze mną do Polski, to Sisley Phyto-Touche Illusion d’Eté. Pominę już nawet fakt jak cudownie wygląda w opakowaniu i na sam widok mam ochotę założyć sukienkę (choć sukienek nie noszę), pobiec na trawkę i rozkoszować się promieniami słońca, to na policzku wygląda obłędnie! Konturuje, ociepla lico i wspaniale rozświetla. Odliczam już dni do chwili, gdy znów będę mogła czerpać z jego obecności tak wiele radości! Sisley L’Orchidee – kolejne cudo, które moja łapka chwytała nadzwyczaj często – zachwyca od samego początku do samego końca! Gdy miałam chęć na mocniejszy rumieniec wtedy w ruch szedł Tom Ford Savage, a gdy wyjątkowo zachciało mi się czegoś świeżego i różowego, to wygrywał Diorskin Nude Shimmer Rose. Choć z początku bardzo się nie lubiliśmy, to z czasem połączyła nas wielka sympatia – Guerlain Terra Soleia – był już w poprzednich ulubieńcach, a ja uwielbiam go nadal. No i róże Chanel, nie mogło ich tutaj zabraknąć! Kocham je wszystkie! Za kolory, łatwość obsługi, efekt na skórze i zapach! Postanowiłam jednak wyłonić złotą trójkę tych, po które sięgałam najczęściej – Accent, Rose Glacier i Malice.

ulubiency_brwi

Makijaż brwi przyniósł małe odkrycie w postaci Tom Ford Brow Sculptor Espresso. Uwielbiam efekt jaki daje, ale jest tak mały, że starałam się go troszkę oszczędzać i używać na wyjątkowe okazje i do pełniejszych makijaży. Na co dzień sięgałam po zeszłorocznego ulubieńca MAC Brow Duo (dla brunetek). W komplecie z MAC Brow Set (przezroczysty, choć na takiego już nie wygląda), który jest niezawodny w ujarzmianiu niesfornych włosków.

ulubiency_cienie

Podczas opracowywania tego wspisu zdałam sobie sprawę, że wyjątkowo rzadko sięgałam ostatnio po moje MACowe palety! A to za sprawą wielu wspaniałych limitowanek, i nie tylko, jakie w zeszłym roku miały przyjemność gościć na moich powiekach! Największe dla mnie zeszłoroczne zaskoczenie, więc mogę uznać za pierwsze miejsce, to zdecydowanie MAC A Passionate Quest! Genialne zestawienie idealnie komponujących się ze sobą fioletów! Absolutnie bez wad! Najlepsza MACowa paleta jaką pamiętam! Pozostając w klimacie fioletów, których nigdy dość, moje powieki często ubierała też Estee Lauder Pure Color Envy Sculpting Eyeshadow Envious Orchid. Gdy dla odmiany, miałam chęć na coś bardziej neutralnego, to bez namysłu sięgałam po Chanel Les 4 Ombres Poesie, a gdy nachodziła mnie ochota na szaleństwo, to zaskakująco mocno przypodobałam sobie YSL Couture Palette Lumieres Majorelle. Wspominałam Wam wielokrotnie o mojej kreskowej fazie, która zakiełkowała w mojej głowie kilka miesięcy temu i trwa po dziś dzień! Kocham kreski w wersji solo, ale łączenie ich z jednym kolorem cienia w monochromatyczny look, to mój hicior ubiegłego roku. Im mocniej i intensywniej tym lepiej, dlatego tutaj podium zdobyły Diorshow Mono It-Pink oraz Chanel Ombre Essentielle Exaltation. Gdy jednak chciałam by było ciut spokojniej – Sisley Phyto-Ombre Glow Amber.

Nie mogę nie wspomnieć też o kremówkach, które uwielbiam już od długiego czasu i które molestuję tak często jak się da. Miałam jednak problem z wyłonienien ulubionego koloru, więc darowałam sobie, by nie robić zbyt dużego bałaganu. Moje ukochane to, jak pewnie wiecie, Chanel Illusion D’Ombre, Diorshow Fusion Mono oraz Shiseido Shimmering Cream Eye Color. Myślę, że pokuszę się kiedyś o wpis i wszystkie je Wam pokażę.

ulubiency_linery

Kreski, moje ukochane! Tworzone w szczególności z udziałem bliskich memu sercu MAC Fluidline! Po te kolory sięgałam najczęściej – Graphic Brown, Dark Diversion, It’s Physical (choć ten głównie pełnił rolę cienia), Ivy, Waveline, Blitz & Glitz i oczywiście Blacktrack, ale kocham je wszystkie! No i kredeczki. Wielbione MAC Pearlglide, MAC Fluidline Eye Pencil i Chanel Stylo Yeux Waterproof.

ulubiency_tusze

Mawiają, że od miłości do nienawiści krótka droga i taka też relacja, czasem w jedną, czasem w drugą stronę, łączyła mnie z MAC In Extreme Dimension. Kocham go za efekt jaki daje, nienawidzę za walkę jaką muszę stoczyć, by ten efekt uzyskać! Diorshow Iconic Overcurl to, podobnie jak MAC, stary ulubieniec, do którego znów wróciłam i miłość jeszcze bardziej pogłębiłam. Dior Addict It-Lash to zeszłoroczna nowość w moim tuszowym zbiorku i od razu mocno się polubiliśmy. Możecie zobaczyć go w większości wpisów z makijażami, jakie pojawiły się w drugiej połowie roku. No i Sisley So Intense, najświeższy mogę rzec ulubieniec, ale nie mogło go tutaj zabraknąć! Grzebyczkowa szczoteczka doskonale rozczesuje rzęsy, podwija, wyraźnie wydłuża i pogrubia! Do tego, jak każdy produkt Sisley, ma w sobie właściwości pielęgnacyjne i działa jednocześnie jak odżywka!

ulubiency_usta

Jeśli miałabym wybrać tylko jeden produkt do ust, który zawsze musiał znajdować się w mojej torebce i gdyby go tam nie było, byłby dramat i czarna rozpacz, bez wahania wskazałabym na Dior Lip Glow! Właściwości pielęgnacyjne i odrobina koloru, to jest to czego szukam i co szczególnie cenię! Zawsze miałam też przy sobie błyszczyk – zwykle Chanel Levres ScintillantesHappy lub Sunny. Kocham gładkie, soczyste i pięknie błyszczące usta, a żelki Chanel gwarantują to zawsze i wszędzie! To najwspanialsze błyszczole ever! Często też sięgałam po Dior Lip Maximizer, który lubię za ‚spulchnienie’ ust i półprzezroczysty kolor. Jest uniwersalny i pasuje do wszystkiego. Gdy miałam chęć na odrobinę koloru, to moja dłoń obejmowała kurs na delikatne róże, głównie Chanel Rouge Allure Gloss Sensible, Sisley Phyto-Lip Gloss Rose oraz Shiseido  Lacquer Rouge Ophelia (w dokładnie takiej kolejności). Wśród pomadek też królowały delikatesy. Cudownie balsamowe Rouge Dior Baume – moje ulubione to Star i Lili oraz ukochane od lat Rouge Coco Shine z odcieniem Viva na czele. Jest też i czerwień, dla większości pewnie słaba, dla mnie mocna, pierwsza w jakiej odważyłam się wyjść do ludzi.. i wychodzę nadal! Tom Ford Lip Color Shine Willful sprawia, że czuję się jak milion dolarów (choć nie wyglądam!).

Tak przedstawia się moja ulubiona gromadka ubiegłego roku. Jeśli widziliście wpis z ulubieńcami 2013 i 2012, to być może zwróciliście uwagę, że tym razem nie ujęłam w zestawieniu baz, choć tu wygrałaby Chanel Le Blanc – stwierdziłam jednak, że nie jest to produkt must have, którego nie mam potrzeby używać codziennie, więc w podsumowaniu znaleźć się nie musi. Nie ma też typowych rozświetlaczy, bo na ogół zastępowały mi je róże czy brązery z drobinkami, ani akcesoriów, bo planuję post z ulubionymi pędzlami. Nie dodałam także zapachów, bo wpis osobny na ten temat już powstał, jeszcze tylko muszę ogarnąć zdjęcia.

Jeśli jakieś produkty się tu nie znalazły nie znaczy że ich nie lubię, czy że były słabe. Po prostu drogą ostrej eliminacji musiałam się na coś zdecydować. Po produkty, które tu widzicie sięgałam wyjątkowo często, okazały się najbardziej w moim guście, nigdy mnie nie zawiodły! Spora ich część doczekała się swojej recenzji na blogu, wszystko jest podlinkowane, więc jeśli macie ochotę przyjrzeć się im z bliska, zapraszam do odpowiednich wpisów.