Zużycia #16

by

Początek roku sprzyja podsumowaniom wszelakim. I ja takie, jak co roku szykuję, ale zanim to nastąpi, wypada pożegnać się z tym co stare i puste. To idealny moment na opróżnienie denkowego koszyczka, by móc znów zapełniać go na nowo.

denko1

Denko, zgodnie ze zwyczajem, trzymiesięczne. Choć pełen koszyczek wyglądał imponująco, to po wypakowaniu i posegregowaniu na domyślne kategorie, okazało się, że nie jest tego tak dużo, jak mogło się wydawać. Zgodnie ze zyczajem więc, skromnie.

Po kolei:

denko2

Clinique 7 day scrub cream – miniaturka peelingu, która okazała się bardzo wydajna i starczyła na kilkanaście przyjemnych aplikacji. Kremowy, dość delikatny, ale dobrze oczyszczający, super do codziennego stosowania.

Clarisonic Refreshing Gel Cleanser – miniaturka czyściku dołączona do szczotki Clarisonic. Przyzwoicie oczyszczał, ale nie do końca pasował mi zapach. Nie był drażniący ani nieprzyjemny, ale miał w sobie coś co mi nie odpowiadało i co sprawiło, że z ulgą zareagowałam na opróżnioną tubkę.

Helena Rubinstein All Mascaras! – ukachaną dwufazę już mam. Helenka to efekt poczynionych kiedyś, jeszcze przed odkryciem Chanel, zapasów. Dość długo czekała w szufladzie na swoją kolej. Przypomniała mi o tym dlaczego Chanel jest najlepsza i dlaczego tak ją kocham!

Bioderma płyn micelarny – zna ją chyba każdy. Doskonała, ulubiona, jest ze mną od dawna i pozostanie pewnie na zawsze.

Organique tonik Eternal Gold – kocham go i  nienawidzę. Konsystencja, zapach i działanie bez zarzutu. Skóra jest ładnie wygładzona, odświeżona, delikatnie rozświetlona, czuć przyjemne ujędrnienie i wzmocnienie. Nienawidzę za rozbryzgującą na boki, ale nie na wacik, pompkę.

denko3

Eisenberg krem na noc linia Pure White – lekki, delikatny, ale skuteczny. Bardzo się lubiliśmy. Recenzja (klik).

Eisenberg Serum Affinant Visage – serum modelujące owal twarzy, o genialnie lekkiej, żelowej formule. Błyskawicznie się wchłaniał, doskonale nawilżał i sprawiał, że skóra nabierała jędrności. Ideał na cieplejsze miesiące, ale i jesienią spisywało się wyśmienicie.

Eisenberg Creme Fluide Hydratante – lekki śmietankowy krem, stanowił świetny duet z powyższym serum. Idealna baza pod makijaż.

Dior Capture Totale One Essential – serum do twarzy, które stosowałam głównie na noc. Dobrze się wchłaniało i współpracowało z kremami (kilka razy zdarzyło mi się w ramach testu nałożyć go też pod krem dzienny). Skóra była dobrze ujędrniona, wygładzona i delikatnie rozświetlona.

Dior Capture Totale Eyes Essential – serum pod oczy, które kładłam pod krem na dzień i na noc. Wzmacniał nawilżające i odżywcze działanie kremu, wygładzał skórę i sprawiał, że rano wyglądała promiennie i świeżo. Bardzo polubiłam ten dodatkowy krok w codziennej pielęgnacji. Obecnie używam kremu solo, ale myślę, że rozejrzę się ponownie za serum. Do Diora chętnie wrócę, jak nadarzy się okazja.

Shiseido Ibuki Refining Moisturizer – lekka, intensywnie nawilżająca emulsja. Zużyłam ją dawno temu, opakowanie znalazłam przypadkiem podczas porządków za biurkiem, a że nie pojawiła się jeszcze w denku, to wrzucam. Recenzja (klik).

denko4

Bath & Body Works żele pod prysznic – kocham bezgranicznie! Nie ma znaczenia zapach, każdy właściwie ma w sobie coś co intryguje i rozpieszcza zmysły. Mój prysznicowy absolutny numer jeden!

Eisenberg Gel Exfoliant Corps – świetny żel peelingujący, na tyle delikatny, że codzienne stosowanie nie zaszkodzi ani nie podrażni skóry. Mały luksus pod prysznicem. Pod sam koniec oszczędzałam go do tego stopnia, że odrobinkę na dnie trzymałam na specjalną okazję.. czekała tak kilka miesięcy. Recenzja (klik).

L’Occitane shower oil – miniaturka olejku pod prysznic, który bardzo polubiłam od pierwszego spotkania. Zużyłam kiedyś butlę i zapas i chętnie bym do niego wrociła, gdyby nie wysypujący się z szuflady zapas żeli B&BW. Recenzja (klik).

Organique kula do kąpieli kokos – na ogół nie po drodze mi z wanną, musi być naprawdę jakiś wyjątkowy dzień, bym skierowała do niej swoje kroki. Gdy jednak to uczynię, zwykle wędruję do niej z kulą Organique. Bardzo je lubię za zapachy i przyjemne uczucie nawilżenia jakie zostawiają na skórze. Porcja balsamu nie jest wtedy koniecznością.

denko5

Collistar Talasso scrub Anti-Acqua – kocham cukrowce z Organique, nigdy nie byłam fanką peelingow solnych.. aż poznałam jego! Absolutnie genialny. Mocny, zdziera aż do bólu, pozostawia na skórze bardzo delikatną warstewkę, z którą od razu można wskoczyć w pidżamkę, bez potrzeby wcierania w siebie nawilżających specyfików. Do tego bosko, choć nietypowo, pachnie! Długo się zastanawiałm co to jest. Wwąchiwałam się przez kilka pierwszych użyć. Najpierw poczułam aptekę.. potem odkryłam.. syrop Pini! Pamiętacie?

Organiqe lotion do ciała nasturcja + granat – ideał na lato i wszechogarniające upały. Recenzja (klik).

Nuxe krem do dłoni i paznokci – dziwak o irytującym nieco zapachu.

Organique regenerująca maska do dłoni – wspaniała, fantastyczna, cudownie pachnąca i na dłonie działąjąca. Recenzja (klik).

denko6

Tołpa regenerujący płyn do higieny intymnej – kolejne zużyte butle, następne w użyciu oraz zapasach. Świetnie oczyszczają, nie podrażniają i przyjemnie pachną.

Vichy zielona kulka – ulubiona od wielu już lat. Nie szukam innych, choć czasem kusi mała odmiana, to i tak kupuję Vichy.

Bath & Body Works żel antybakteryjny – odkryłam zupełnym przypadkiem, natychmiast pokochałam. Od tamtej pory butla z pompką (nie wspominam o maluchach, które zamieszkują moje torebki) to obowiązkowy element mojej toaletki. Recenzja (klik).

denko7

Organique mydła: z ekstraktem z aloesu oraz lnu – kocham Organique, ale ich mydła mnie nie porwały. To jedne z nielicznych, zaledwie poprawnych produktów, jakie miałam okazję używać.. a sporo już tego było.

Bath & Body Works mydło w żelu – być może to jest winowajca moich oziębłych z mydłami Organique stosunków? Kocham te mydła, mam ich ogromne zapasy i nie wyobrażam już sobie, że miałoby ich w moich łazienkach nie być!

denko8

Pharmaceris szampon normalizujący – wiele dobrego się naczytałam o tym szamponie, sromotnie się jednak zawiodłam. Co z tego, że przyzwoicie oczyszczał włosy, jak ani odrobinę nie ograniczał przetłuszczania, a miał to robić i na tym mi zależało. Bardzo żałuję, bo wiązałam z nim spore nadzieje.

Organique Bloom Essence szampon i odżywka – bardzo lubię tę serię do ciała, za zapach i działanie. Seria do włosów okazała się równie świetna. Szampon dobrze oczyszcza i nie plącze włosów. Troszką słabo się pieni, choć chyba najbardziej z wszystkich naturalnych szamponów, jakie stosowałam. Nie jest to jednak wada, tylko reguła w przypadku naturalnych produktów (poprawcie mnie jeśli się mylę). Po odżywce włosy były ładnie wygładzone, zmiękczone i delikatnie błyszczące.

denko10

Johnson’s szampon – mój ulubieniec do mycia pędzli. Dobrze oczyszcza i zmiękcza włosie.

Johnson’s łagodny płyn do mycia ciała i włosów – to z kolei mały dziwak, z którym z początku nie widziałam co zrobić. Pędzle po myciu z jego udziałem były doskonale oczyszczone, ale sztywne i szorstkie. ‚Płukałam’ je więc dodatkowo w szamponie. Znalazłam mu inne piorące zastosowanie – beauty blender! Tutaj spisywał się idealnie.

denko9

Chanel Chance Eau Fraiche – cudowny, odświeżający, wiosenny zapach. Optymistyczny i radosny, jak powiew ciepłego, letniego powietrza. Na pewno długo bez niego nie wytrzymam i wkrótce znów się spotkamy!

Jak dobrze wejść w Nowy Rok z pustym koszyczkiem 😉