GlamGlow Powermud Dualcleanse Treatment

by
Maski GlamGlow wdarły się szturmem do naszych domów jak tylko pojawiły się na rynku. Jedni kochają, inni nienawidzą / nie rozumieją ich fenomenu i kręcą noskiem na każdą kolejną odsłonę. Myślę jednak, że cokolwiek by nie mówić, zasłużyły już na miano kultowych. Nie ma chyba kosmetykomaniaczki, która by choć o nich nie słyszała. Do wyboru mamy kilka rodzajów / kolorów. Jest szansa, że każda cera znajdzie coś dla siebie. Na dobry początek opowiem Wam o wersji zielonej, zwanej Powermud Dualcleanse Treatment.
GlamGlow Powermud Dualcleanse Treatment
Rewolucyjne, błyskawiczne i podwójne działanie POWERMUD™ DUALCLEANSE TREATMENT łączy Siłę Błota & Moc Oleju. W nowej kuracji – oczyszczającym doświadczeniu dla wszystkich zmysłów, aby zapewnić skórze super delikatne & ekstra głębokie oczyszczenie z Zanieczyszczeń, Sebum i Pozostałości Makijażu nagromadzonych w ciągu całego tygodnia. Preparat przeznaczony dla mężczyzn, dla kobiet, w każdym wieku i o każdym rodzaju skóry. NOWE: OILIXER™, CLAYTOX™, PUREIFIER™ & TEAOXI® pozostawią Was ze Świeżą, Czystą i Aksamitnie Gładką Skórą.
GlamGlow Powermud Dualcleanse Treatment
W srebrno-zielonym słoiczku, charakterystycznym dla masek GlamGlow, skrywa się kontrowersyjna szara maź z malutkimi drobinkami. Już po odkręceniu nakrętki uderza w nozdrza delikatna woń jabłka zmieszanego z ciastem na placki ziemniaczane (wiem, że wszyscy czują tylko jabłka.. ja jednak nie mogę się oprzeć wrażeniu, że jest tam coś więcej). Zapach niewątpliwie uprzyjemnia proces aplikacji i późniejszy czas oczekiwania na końcowe efekty.
GlamGlow Powermud Dualcleanse Treatment
Dzięki luźnej, choć nie wodnistej, konsystencji możemy swobodnie kontrolować ilość specyfiku jaki nakładamy na twarz. Ja aplikuję zwykle dość cienką warstwę i pozostawiam na około 10 minut. W tym czasie maseczka wysycha i daje się odczuć całkiem miłe uczucie ściągnięcia. Dochodzi do tego również delikatne mrowienie. Po około 10 minutach maseczka jest już mocno ściągnięta i o niewymuszony uśmiech bardzo trudno. To czas by ją usunąć.
GlamGlow Powermud Dualcleanse Treatment GlamGlow Powermud Dualcleanse Treatment
Zmywam ją letnią wodą, powolutku, bez pośpiechu, wykonując przy tym masaż kolistymi ruchami. Zaschnięta skorupka w kontakcie z wodą zmienia się w delikatnie oleistą substancję, uwalniając dodatkowe składniki odżywcze i dając w efekcie nie tylko oczyszczenie, ale i świetne nawilżenie. Poza tym skóra po obcowaniu z maseczką jest przede wszystkim aksamitnie miękka w dotyku i cudownie wygładzona, jakby była wyprasowana. Wygląda na odżywioną, bardziej napiętą i ujędrnioną. Pory są zamknięte i dużo mniej widoczne. Strefa T jest ładnie zmatowiona, ale bije od niej jednocześnie piękny blask. 
DSC01950_od razu po nałożeniu
DSC01979_na chwilę przed zmyciem

Jak wspomniałam na samym początku wpisu, maseczki GlamGlow to produkty bardzo kontrowersyjne. Wiele osób uważa, że są przereklamowane, niewarte swojej ceny (199 zł / 50 ml) i identyczny efekt możemy uzyskać produktem kilkakrotnie tańszym. Niewykluczone, że tak właśnie jest, ale czy tak nie jest właściwie ze wszystkim? Każdy produkt, zarówno z zakresu kolorówki jak i pielęgnacji, możemy kupić w przedziale cenowym od kilkunastu do kilkuset złotych. Są pomadki za 20 zł, ale i za 200 zł, tak jak kremy za 30 zł, ale i za 700 zł. Teoretycznie wyglądają podobnie, mogą mieć identyczne kolory, mogą doskonale nawilżać i odżywiać, frajda z używania być może taka sama.. ale zarówno jedne jak i drugie mają sens bytu i swoje grono odbiorców. Maski GlamGlow nie są może najtańsze, ale są też przecież droższe. Można poza tym polować na promocje, ja swoją wersję białą i czarną kupiłam z 25% rabatem.

Ja się bardzo z GlamGlowkami polubiłam. Gdy mam ochotę na dogłębne oczyszczenie sięgam go czarny lub biały słoiczek. Gdy chcę się szybko i pięknie wygładzić, w ruch idzie zielony.