MACowe nowości wrześniowe

by
MAC już nas przyzwyczaił do mnogości comiesięcznych kolekcji, a wrzesień w salonach jest wyjątkowo na bogato. Sporo nowości, duża część z nich bardzo udana, zaspokaja gusta i potrzeby nawet takiej starej wyjadaczki MACowej jak ja 😉

Najwięcej szumu i komentarzy wywołała chyba kolekcja The Simpsons. Jednych zachwycała opakowaniami, inni mocno kręcili nosem. Ja pozostaję w tej kwestii chyba neutralna. Choć na Simpsonach się nie wychowałam i do wielkiego entuzjazmu mi daleko, to mają w sobie coś te żółte mordki, co wywołuje uśmiech na mojej twarzy, za każdym razem gdy na nie spojrzę.

Moją uwagę w tej kolekcji najbardziej zwróciły cienie do powiek, szczególnie zestawienie o nazwie Marge’s Extra Ingredients Quad (181 zł). Nie wiem co bardziej mnie w nim uwiodło. Piękny fiolet, turkus czy ciemna, prawie czarna niebieskość z fioletowymi drobinkami..

Cienie mają miękką, gładką konsystencję i świetną pigmentację. Bardzo dobrze się nimi pracuje. Najbardziej delikatnie wypada odcień najjaśniejszy – chłodny, metaliczny róż Harpooned Heart (Lustre), pozostałe – średni chłodny fiolet Sexy PB&J (Veluxe Pearl), niebieski Beehive Blue (Veluxe Pearl) i najciemniejszy Vivacious Vacuum Cleaner Bag (Frost) – są mocne i intensywne.

W kolekcji, poza cieniami, znajdziemy dwa róże do policzków. Mój odcień jest średnim różem z niebieskimi tonami i zwie się Pink Sprinkles (105 zł). Nie ma w sobie drobinek i daje na policzku matowe wykończenie. Konsystencja nieco sucha i pudrowa, ale nie sprawia przy aplikacji większych problemów. Dobrze się nakłada i blenduje, kolor można swobodnie budować.

Drugą wrześniową kolekcją, która mnie osobiście zachwyciła najbardziej, jest kolekcja A Novel Romance, a w niej między innymi  fantastyczne cienie, doskonałe palety, piękne lakiery do paznokci i genialne fluidline’y w kredce, o których opowiem Wam w osobnym poście.

Limitowane palety czwórki nigdy nie były najmocniejszą stroną MAC. O ile cienie pojedyńcze kocham i wielbię, o tyle te w paletach bywały często dużo słabsze i wymagały więcej nakładu pracy. Zestawienia też bywały nie do końca idealne. Czegoś brakowało, czegoś było za dużo, coś było nie tak. Od kilku kolekcji czwórki zaskakują i to jak najbardziej pozytywnie. Palety z kolekcji Osbourne, wcześniej z Maleficent, teraz A Novel Romance. Genialne! Well done MAC! 🙂

Moja czwóreczka nosi nazwę A Passionate Quest (165 zł) i jest obłędnym zestawieniem fioletów. Znajdziemy w nim delikatny, chłodny, pudrowy róż The Wrong Man (Satin), opalizujący zaróżowiony fiolet Serenade (Veluxe Pearl), ciepłą śliwkę Brazenly (Veluxe Pearl) oraz przepiękny ciemny fioleto-granat z mikrodrobinkami (Satin). Doskonale napigmentowane, nakładają i blendują się ekspresowo i wyglądają na oku fantastycznie. To jedna z piękniejszych, lepiej zrobionych czwórek MAC jakie pamiętam! Żaden cień nie znalazł się w niej przypadkowo. Wszystko jest idealnie dopasowane i dograne!

W kolekcji znajdziemy również 8 pojedyńczych cieni Electric Cool Eye Shadow (80 zł). Mają one obłędnie miękką, puszystą, piankową formułę i słusznie porównywane są do cieni Chanel Illusion d’Ombres. Mój odcień jest pięknym głębokim fioletem z malutkimi lśniącymi drobinkami i zwie się Highly Charged. Mocno napigmentowany, doskonale się aplikuje metodą dociskania do powieki (pędzel MAC 242 w tej roli spisuje się idealnie!) i wygląda zjawiskowo!

Fioletowy zawrót głowy, w moich nowościach z kolekcji A Novel Romance, zamyka lakier do paznokci Midnight Strata (42 zł). Absolutnie piękny, nie tylko w buteleczce, ale i na paznokciach! Niestety jego aplikacja wymaga skupienia, uwagi i cierpliwości. Jest dość gęsty i bogaty i lubi się ‚mazać’, niezależnie od tego ile nabiorę go na pędzelek. Do tego ma skłonności do bąblowania. Wielce żałuję, bo wiązałam z nim spore nadzieje. Będę jednak nad nim pracować i może uda mi się odkryć jakąś mniej problemową technikę nakładania. Trwałość świetna. Zmywałam go po 5 dniach i zauważalne były tylko minimalnie starte końcówki.

To jeszcze nie wszystko.. Kolejną wrześniową kolekcją, którą znajdziecie obecnie w salonach (i od wtorku on line!) jest Artifically Wild. A w niej jeden z fajniejszych, notorycznie kiedyś przeze mnie używanych, ‚kunturowców’ – piękny szary brąz Taupe (96 zł). Jakiś czas temu dostępny tylko w linii PRO, potem chyba (?) z niej zniknął, teraz wrócił w limitowance. Miękki, drobno zmielony, genialnie napigmentowany (lekka dłoń przy nakładaniu wskazana) i absolutnie matowy. Mogę wreszcie do niego powrócić, bo poprzedni egzemplarz, po ujrzeniu sporego wgłębienia, zaczęłam mocno oszczędzać.

Na sam koniec zostawiłam Studio Sculpt Defining Powder (126 zł), który w 8 odcieniach, dołączył właśnie do linii Studio Sculpt. Puder jest leciutki, nie obciąża skóry, świetnie się w nią wtapia i wygląda bardzo naturalnie. Ładnie wykańcza makijaż, delikatnie wyrównując koloryt skóry i zapewniając półtransparentne krycie. Daje satynowe wykończenie, nie przyspiesza świecenia się skóry, choć wybitnie też nie matuje, ale nie takie jest przecież jego zadanie.

Medium Plus

Z pudrem świetnie współpracuje pędzel 127 Split Fibre Face Brush (170 zł). Spłaszczony, zwężający się ku górze, mięciutki i delikatny. Składa się z dwóch rodzajów włosia – pół na pół – naturalne / syntetyczne. Stworzony do delikatnej aplikacji pudrów, brązerów, róży i rozświetlaczy. Doskonały do konturowania.

We wrześniu w MAC jak widzicie dużo się dzieje! Niedługo, jak już wspomniałam, pokażę Wam też kredkowe fluidline’y. Zdecydowanie zasługują na osobny post.

Marge’s Extra Ingredients Quad
A Passionate Quest
Electric Cool Eye Shadow Highly Charged
Powder Blush Taupe
The Simpsons Powder Blush Pink Sprinkles
 
Midnight Strata