Estee Lauder Revitalizing Supreme Global Anti-Aging CC Creme

by
Choć piękne lato może już pozostać tylko w sferze naszych wspomnień, to chcę Wam jeszcze opowiedzieć o produkcie, którego uroki odkryłam latem właśnie..


Revitalizing Supreme Global Anti-Aging CC Creme (250 zł / 30 ml) oprócz tradycyjnej misji wyrównywania kolorytu cery, ma za zadanie przeciwdziałanie oznakom starzenia i głębokie odżywienie skóry. Posiada właściwości wykraczające poza zakres walorów pielęgnacyjnych przypisywanych standardowym kremom do twarzy. Wspomaga i odbudowuje naturalne mechanizmy obronne skóry przeciwdziałające pojawianiu się wszelkich oznak starzenia. Ponadto, przełomowa formuła zawiera uwalniane bezpośrednio do skóry innowacyjne pigmenty koloryzujące, które błyskawicznie podkreślą cerę odrobiną koloru idealnie dopasowanego do karnacji.

Ten wielofunkcyjny krem CC dostępny jest w jednym, uniwersalnym odcieniu, dopasowującym się do praktycznie każdej karnacji. Formuła zawiera innowacyjne pigmenty koloryzujące, które po zetknięciu ze skórą pękają, uwalniając kolor. Pigmenty zostały wyposażone we właściwości samoregulujące, dzięki czemu krem uwalnia do skóry ilość pigmentu idealnie odpowiadającą potrzebom cery. U mnie był mały problem z dopasowaniem się koloru wiosną, gdy jeszcze byłam bardzo blada. Podobał mi się efekt na twarzy, ale coś było nie tak z kolorem. Krem przeleżał w szufladzie kilka tygodni, a gdy nieco się opaliłam, zrobiłam do niego drugie podejście. I nastąpił pełen zachwyt! Odcień dopasował się idealnie, a cera wyglądała bajecznie!

Formuła kremu jest lekka i przyjemnie kremowa, ale na tyle bogata w składniki odżywcze, że można ją stosować bez towarzystwa innych produktów nawilżających. Kładę go więc na suchą skórę i rozprowadza się doskonale. Rozciera się równomiernie, nie robi zacieków ani nie jest tępy. Wtapia się w oka mgnieniu i choć nie kryje prawie wcale, raczej delikatnie wyrównuje koloryt, to daje niesamowity efekt. Niby nie zmienia kolorytu mojej nieco jeszcze opalonej skóry, ale magicznie ją ociepla, nadaje złotego blasku, tak jakby muska słońcem (jeśli to ma sens?). Pięknie rozświetla, ale nie powoduje nadmiernego błyszczenia, nadaje naturalny, zdrowy blask. Skóra wygląda na wypoczętą, wygładzoną i odmłodzoną (!).

Dodatkowo mój wielki entuzjazm zwiększa fakt, że produkt ten, dzięki bogatej formule dostarcza skórze niezbędnych wartości odżywczych, zapewnia jej odpowiedni poziom nawilżenia, miękkość i sprężystość, a silne przeciwutleniacze i substancje zapobiegające podrażnieniom (m.in. witamina E i kofeina) chronią przez uszkodzeniami, koją, łagodzą i utrzymują w doskonałej kondycji niezbędnej do zwalczania pojawiających się oznak starzenia. Mamy więc produkt pielęgnacyjny i kolorowy w jednym!

Dla osób potrzebujących / oczekujących większego krycia krem może stanowić bazę pod podkład czy kryjący puder. Ja jednak używam go samodzielnie i delikatnie tylko przypruszam pudrem strefę T.