DKNY myNY EDP

by
Nowy Jork. Miasto, które kochamy, choć nie wszyscy znamy. Miasto, którego serce bije szybciej i głośniej niż gdziekolwiek indziej, pełne pasji i możliwości. Jego cząstkę może teraz mieć każda z nas.


Nie wiedzieć czemu, obstawiam że zmylił mnie flakon, spodziewałam się lekkiej, letniej, odświeżającej, typowo kwiatowej nuty. DKNY myNY (185 zł / 30 ml, 265 zł / 50 ml, 369 zł / 100 ml) mocno mnie jednak zaskoczył, bo okazał się zapachem bardziej niejednoznacznym, niż przypuszczałam. Z jednej strony jest lekko, delikatnie i kwiatowo, z drugiej pudrowo, ciepło i otulająco. Słodko, ale nie ulepkowato. Kompozycja została idealnie wyważona i zbalansowana. Seksowna woń maliny przyprawiona szczyptą różowego pieprzu, otulona aromatem jaśminu, frezji i korzenia irysa, wzbogacona i ‚podkręcona’ paczulą, wanilią, piżmem i elektryzującą ambrą. Doskonała na koniec lata / początek jesieni.. gdy pogoda zmienia się jak w kalejdoskopie.. Idealna na ciepłe dni i chłodne wieczory i poranki.

DKNY myNY to zapach śmiały i wesoły, ale jednocześnie wyrafinowany, zmysłowy i seksowny. Pasuje do lekkiej kolorowej sukienki, ale i do jeansów, skórzanej kurtki i niebotycznie wysokich szpilek. Stworzony dla indywidualistek, choć inspirowany zbiorowością, urzekającą miejską kompozycją nut owocowych, kwiatowych i ziołowych. Niepowtarzalny, urzekająco nieodparty i spontanicznie radosny. Skierowany do młodych, energicznych kobiet, ale myślę, że tak naprawdę nie ma metryki. Polubią go też starsze i bardziej dojrzałe. Tak jak moja mama, która nastolatką była wieki temu, a podczas mojego ostatniego pobytu w Polsce, podkradała mi go każdego dnia.