Zużycia #14

by
Oj jak ja nie mogłam się zabrać za denko, oj jak nie mogłam. Miało być w zeszłym miesiącu, zgodnie z moim co 3miesięcznym założeniem. Nie mogłam się zebrać, nie wyszło. Teraz siła wyższa, a dokładniej wysypujące się z koszyka puste opakowania, zmusiły mnie do podjęcia działań. W sumie poszło szybko, bo koniec końców aż tak dużo tego nie ma.

Po kolei:

Lancome Tonique Confort – przyjemny tonik o konsystencji rzadkiego mleczka. Używałam go do domywania oczu i demakijażu twarzy i radził sobie świetnie. Jak dostanę znów do zakupów, chętnie zużyję, ale sama nie kupię, bo wolę inne.
Tołpa micel – całkiem niezły, choć nie przebił Biodermy, która nadal jest moim numerem jeden.
Bioderma micel – ulubiona! Kolejna butla w użyciu.
Chanel płyn dwufazowy – kocham! Zużyłam wiele butli, kolejna w użyciu, kilka w zapasie.
Shiseido Ibuki Softening Concentrate – kocham! Recenzja (klik).

Lush Let The Good Times Roll – mój ulubiony czyścik z Lush. Zużyłam kilka opakowań i jak tylko będę mieć okazję, na pewno kupię kolejne. Recenzja (klik).
Phenome Multi-Active – na szczęście zdążyłam go zużyć zanim zaczęła mi się przetłuszczać strefa T. Myślę, że teraz warstewka jaką po sobie zostawiał byłaby nieco dokuczliwa. Recenzja (klik).
Clinique Redness Solutions cleanser – przyjemniaczek. Takich czyścików używam zawsze po demakijażu, przed peelingiem, więc mało regularnie, ciężko mi się odnieść do redukcji zaczerwień, z których ta seria słynie.
Elemis melting cleansing gel – zwyklaczek. Nie będę tęsknić.

Filorga Iso-Structure – świetnie nawilżał, delikatnie wygładzał i napinał skórę. Bardzo treściwy, dlatego najlepiej dogodzi skórom suchym.
Filorga Sleep and Peel – złuszczający krem  na noc, o którym naczytałam się samych pochlebnych opinii. U mnie nie zrobił nic albo miałam za duże oczekiwania i tych mniejszych efektów zwyczajnie nie dostrzegłam.
Shiseido Ibuki Refining Moisturizer Enriched – bardzo się lubiliśmy. Recenzja (klik).

Dior podkład Capture Totale – ukochany w czasach suchej skóry! Recenzja (klik).
Estee Lauder podkład Double Wear Light – świetny! Gdyby nie chęć poznawania kolejnych nowości, na pewno by zagościł u mnie ponownie. Choć nie wykluczam oczywiście takiej opcji. Recenzja (klik).
Dior Diorshow Iconic Overcurl – kocham! Kolejne opakowanie w zapasie. Recenzja (klik).
MAC In Extreme Dimension – kocham! Kolejne opakowanie w użyciu. Recenzja (klik).
Helena Rubinstein Lash Queen Fatal Blacks – kocham! Kolejne opakowanie w zapasie. Recenzja (klik).
Urban Decay Primer Potion – mój ulubiona od lat baza pod cienie. Obecnie ‚zdradzam ją’ z bazą NARS, ale na pewno się jeszcze spotkamy.

Pat & Rub żel rozgrzewający – moje pierwsze spotkanie z żelem P&R, bardzo udane. Jedyne co mnie wkurzało, to dość rzadka konsystencja, przy której odrobina uwagi i skupienia była bardzo wskazana. Skusiłam się na niego w promocji -50%, w normalnej cenie bym nie kupiła.
Organique żel Bloom Essence – cudowny zapach! Masło z tej linii pokochałam, żel jak żel. Recenzja (klik).
Bath & Body Works żel Twilight Woods – kocham! Mój absolutny numer jeden wśród żeli do mycia. Gęste, bardzo wydajne, o obłędnych zapachach! W użyciu następna butla, w zapasie naliczyłam 9 kolejnych 😉

Seacret peeling solny – Porządny zdzierak, pozostawiał bardzo delikatną, absolutnie nie uciążliwą warstewkę na skórze. Chętnie kupiłabym ponownie, ale za tę cenę wybieram Collistar, którego jest prawie 2 razy tyle.
Seacret masło do ciała – Bardzo dobry, szybko się wchłaniał, świetnie nawilżał, jednak mniej więcej w połowie opakowania zaczął nieco drażnić mnie zapach. Nie będę tęsknić.
Organique masło Bloom Essence – kocham! Recenzja (klik).

Bath & Body Works mydła do rąk – kocham! Bardzo wydajne, cudowne zapachy, niesamowita przyjemność użytkowania. W użyciu kolejne butle, a w zapasie następne 11 😉

Cleanic płyn do higieny intymnej – raczej zwyklak, średnio wydajny, tęsknić nie będę.
Tołpa neutralny płyn do higieny intymnej – obecnie mój ulubiony. Świetna żelowa konsystencja, dobrze myje, nie podrażnia, ma fajny odświeżający zapach. W użyciu kolejna butla.
Gilette Satin Care żel do golenia – mój ulubiony od wielu już opakowań. Nie mam ulubionej wersji, kupuję to co akurat wpadnie mi w dłoń. Kolejna sztuka w użyciu.

Pat & Rub hipoalergiczny balsam do rąk – bardzo lubię te balsamy P&R. Super nawilżają, są wydajne, a i wielki plus za butle air less i gwarancję zużycia do ostatniej kropli. Jeden z moich ulubionych Patowych zapachów. Na pewno się jeszcze spotkamy.
Pat & Rub otulający balsam do rąk – chyba moja ulubiona wersja zapachowa, choć nawilżenie nieco mniejsze jak w pozostałych seriach. Recenzja (klik).
Bath & Body Works żel antybakteryjny  – kocham! Recenzja (klik).
Cutex zmywacz do paznokci – przyzwoity, choć większą sympatią darzyłam jego różową wersję.

Johnson’s baby szampon – od lat używam go do prania pędzli. Dobrze sobie radzi, jest delikatny dla ich włosia i lekko je zmiękcza. Kolejna butla w użyciu.
MAC Brush Cleanser – ukochany! Świetnie domywa pędzle z absolutnie każdego brudu! Kolejna butla w użyciu.

Jak widać nie ma tego tak dużo jakby się mogło wydawać. Na swoje usprawiedliwienie dodam, że  podczas tych 4 miesięcy łącznie ponad miesiąc spędziłam w Polsce, więc tam też co nieco zużyłam i z oczywistych względów nie przywoziłam tego tutaj 😉