Ulubieńcy maja

by
Długo myślałam nad sensem pisania postów o comiesięsięcznych ulubieńcach, dlatego takowy nigdy na blogu się nie pojawił (nie licząc postów o ulubieńcach roku 2013 i 2012). Postanowiłam jednak wprowadzić taką serię wpisów, bez podziału na konkretne kategorie, może nie zawsze regularnie co miesiąc, po prostu co jakiś czas będę Wam pokazywać kilka produktów, które szczególnie przypadły mi do gustu. Zapraszam więc na ulubieńców ostatnich tygodni.

Podczas ostatniego pobytu w Polsce złapałam nieco słonka, wróciłam więc do mojego zeszłorocznego letniego podkładu. Diorskin Nude jest leciutki i delikatny, świetnie wtapia się w skórę, wygląda bardzo naturalnie, nie matuje szaleńczo, ale nie przyspiesza też świecenia się skóry. Kupiłam go na szybko, zupełnie w ciemno, gdy potrzebowałam czegoś ciemniejszego ‚na zaraz’, a okazało się, że bardzo mocno się polubiliśmy. Przeprosiłam się też niedawno z pudrem matującym MAC Blot. Nie obciąża skóry, wygląda bardzo naturalnie, idealnie dopasowuje się do karnacji i doskonale matuje na kilka godzin.

Na licu mym gości ostatnio najczęciej Sisley Phyto-Touche Illusion d’Eté (klik). Uwielbiam go za łatwość i szybkość obsługi, efekt konturowania i przepiękne słoneczne glow. Z cudownie miękkim i puchatym pędzlem Tom Ford Cheek Brush tworzą duet idealny. Na ustach oczywiście delikates. Moje serce ostatnio skradł błyszczyk z letniej kolekcji Chanel Levres Scintillantes Happy (klik). Kocham go za efekt jaki zostawia na ustach, w postaci gładkiej lustrzanej tafli. Do tego jest lekki, delikatny i praktycznie niewyczuwalny. Niezbędnik mojej torebki.

Nie uznaję co prawda podziału lakierów do paznokci na odcienie letnie i zimowe, ale gdy słonko za oknem, moja dłoń automatycznie sięga po kolory bardziej optymistyczne i radosne. Chanel Pink Tonic (klik) i YSL Rose Scabiosa (klik) to zdecydowani faworyci ostatnich tygodni.

Krem do rąk, to najczęściej używany przeze mnie produkt do pielegnacji ciała. Krem Laura Mercier, to najszybciej wchłaniający się krem jaki miałam okazję używać. Do tego doskonale nawilża i pieknie pachnie! Serum Estee Lauder Clear Difference, to mój hit ostatnich tygodni. Zmniejsza widoczność porów i co dla mnie najważniejsze ogranicza przetłuszczanie! Wróżę nam długą przyjaźń.

Pogoda ostatnio jak kobieta, bardzo zmiennna. W zależności od aury towarzyszą mi najczęściej na zmianę dwa zapachy. Rześki, delikatny i letni Sisley Eau Tropicale oraz fiołkowo-irysowy Tom Ford Violet Blonde, który okazał się kolejnym, obok Black Orchid, fascynującym i uzależniającym zapachem.

Niektóre produkty doczekały się już recenzji, na pozostałe też pewnie przyjdzie pora. Póki co mocno się zachwycam 🙂 Znacie któryś z nich? Podzielacie moje uwielbienie czy nie jest to Wasza bajka?