Chanel Perfection Lumière Velvet

by
Wiosną tego roku rodzina podkładów Perfection Lumière powiększa się o Perfection Lumière Velvet – nową, super lekką wersję znanego już wszystkim fluidu, który jest jak niewidoczna druga skóra. Mały format, ale niesamowity wynik: Perfection Lumière Velvet oferuje doskonałą równowagę. W dyskretny sposób ma upiększać cerę i zapewniać nieskazitelny rezultat.


Podkład został zamknięty w praktycznej, a zarazem eleganckiej, czarnej buteleczce, która jak przystało na markę Chanel, jest synonimem elegancji. Idealna nie tylko do stacjonarnego użytku, co taki podróżnik jak ja mocno docenia. Nigdy nie zabieram do PL pełnowymiarowych podkładów, bo nie dość, że butla jest zwykle duża, to do tego ciężka i szklana. Tutaj mamy plastik w niedużym, bardzo poręcznym wydaniu.

Konsystencja płynna i wodnista, doskonale się rozprowadza. W kontakcie ze skórą fluid zmienia się w aksamitny puder. Fantastycznie czuć tę zmianę pod palcami podczas aplikacji. Skóra właściwie natychmiast sprawia wrażenie cudownie zmiękczonej i wygładzonej. Krycie jest lekkie, można spokojnie budować do średniego, ale większych przebarwień nie zakryje. Ładnie wyrównuje koloryt skóry, pozostając przy tym niewidzialnym. Idealnie się wtapia i dopasowuje do skóry. Zapewnia świeży, naturalny wygląd, dając matowe wykończenie. Nie jest to jednak płaski, pudrowy mat. Cera jest dyskretnie rozświetlona i promienna. Nieskazitelnie gładka, bez efektu maski.

W gamie dostępnej w Polsce znajdziemy 6 odcieni (189 zł). Od najjaśniejszego 22 Beige Rose do 50 Beige. Posiadam właśnie oba te odcienie i o ile Beige mnie nie zaskoczył, bo okazał się być średnim beżem, o tyle Beige Rose już tak. Spodziewałam się bardzo jasnego, nieco świnkującego odcienia, a otrzymałam ładny, zaskakująco neutralny beż. Na mojej zaczerwienionej buzi nie wybija z niego róż. Jest dość jasny, dla mnie nawet za jasny, najczęściej nieco go przyciemniam mieszając z Beige. Dla bladziochów powinien być doskonały.

Podkład jest bardzo delikatny i lekki jak piórko. Myślę, że będzie znakomity na nadchodzące lato. Absolutnie nie czuć go na twarzy.  Kolor i blask utrzymuje się od rana do wieczora: kolor nie zanika, niedoskonałości są dyskretnie ukryte, a skóra pozostaje komfortowa na wiele godzin. Jego niezauważalna i zaskakująca struktura, dzięki swojej lekkości, odpowiednia jest zarówno dla cery normalnej, jak i tłustej. Spotkałam się z opiniami, że ma tendencję do podkreślania suchych skórek i potrzebne jest dobre odżywienie i nawilżenie skóry przed aplikacją. Na mojej, ostatnio mieszanej z przetłuszczającą się w strefie T skórze, zachowuje się bez zarzutu.

Perfection Lumière Velvet wyrasta na mojego letniego ulubieńca. Póki co wielka z tego przyjaźń. Myślę, że mogą sięgnąć po niego szczególnie posiadaczki mieszanych i lekko tłustych cer, oczekujące naturalnego wyglądu i trwałego, delikatnie matowego wykończenia.

Na zdjęciu widzicie mieszankę 22 Beige Rose z 50 Beige. Bez pudru wykończeniowego i żadnej obróbki graficznej 😉