Zapytanie o współprace

by
Temat ten chodzi mi po głowie od dłuższego już czasu, a Paulina dzisiejszym wpisem natchnęła mnie troszkę do napisania tego postu. Chodzi o współprace. Sprawa nieco drażliwa w blogsferze i wywołująca spore kontrowersje. Są wpółprace i współprace. Na temat testowania próbek czy ‚czego popadnie’ wypowiadać się nie będę, bo zdanie mam pewnie jak większość z Was. Co jednak z pozostałymi propozycjami?
Na pozycję blogerki piszącej o produktach z półki selektywnej pracowałam sama, produktami przeze mnie kupionymi, przez prawie 2 lata. Dopiero po tym czasie zaczęłam swoją pierwszą współpracę. Potem dołączyło kilka innych. Miałam / mam po drodze oferty, ale odrzucałam / odrzucam, bo chciałam / chcę zachować pewien poziom, który sama sobie wyrobiłam. Chcę by mój blog był stricte blogiem o kosmetykach z wyższej półki. Nie przyjmuję większości propozycji. Nie idę na ilość, stawiam na jakość. Współpracuję tylko z firmami, które wcześniej lubiłam i których produkty kupowałam i nadal kupuję. Współprace dają mi często możliwość pokazania Wam produktów / kolorów, których sama bym pewnie nie kupiła. Dają większą różnorodność. Są więc, w moim mniemaniu, dla bloga i czytelników bardzo korzystne.

Cenię sobie szczerość, nie tylko w blogosferze, ale i w życiu. Stąd ten post i moje stanowisko w tej sprawie. Tak, coraz więcej postów na moim blogu zawiera produkty pochodzące z współprac, bo więcej ich dostaję, a i sama dużo mniej kupuję. Priorytetem dla mnie we wpisach są produkty (kolorówka, bo z pielęgnacją to już inna sprawa) z kolekcji limitowanych. Bo jaki jest sens pisać w maju o czymś co wyszło w marcu i pewnie już dawno jest nie do kupienia? Jeśli chciałabym pisać więcej o ‚swoich’ produktach musiałabym zamieszczać posty codziennie albo i częściej, a publikuję je najczęściej co dwa dni. Blogowanie to nie moja praca, to nadal hobby i pasja. Mam też swoje życie.

Nikt mi do tej pory co prawda nie wytknął recenzowania produktów z współprac czy braku mojej szczerości. Jednak co jakiś czas robi się głośno na ten temat. Bo dlaczego posty z produktami otrzymanymi do testów okraszone są w ochy i achy? Ano może dlatego, że produkt spełnia swoje zadanie i się najzwyczajniej w świecie podoba. Czy mamy na siłę doszukiwać się wad, by wypaść bardziej wiarygodnie? Trochę to zalatuje paranoją..

Zawsze jestem szczera w swoich opiniach, oczywiście zakładając, że to moje subiektywne zdanie i jeśli coś pasuje / podoba się mi, nie oznacza że pasować / podobać się będzie wszystkim i odwrotnie. Myślę, że każdy sobie z tego sprawę zdaje. Żadna firma, z którą współpracuję, nie narzuca mi ram czasowych ani tego jaki wydźwięk powinna mieć recenzja. Jeśli zamieszczam w poście fragment informacji prasowej, to tylko takiej z którą się zgadzam i pod którą mogę się podpisać! Nie zaznaczam w postach z produktami testowymi, że są próbkami PR, bo wychodzę z założenia, że nie ma większego znaczenia czy produkt dostałam czy kupiłam. Jeśli ktoś mnie czyta, to wierzę że mi ufa. Jeśli podaje w wątpliwość moje intencje, to nie wiem dlaczego mnie czyta? No bo chyba nie przyszedł sobie popatrzeć na zdjęcia?Takie jest moje stanowisko na temat moich (!) współprac. Wkurza mnie wrzucanie wszystkich do jednego wora! Zajmijmy się blogowaniem. Każdy na swój sposób. Życie i czytelnicy wszystko zweryfikują. Każda z nas ma sumienie i niech zrobi swój własny rachunek. Nie nam oceniać innych.

Wracając do tytułu posta, miało być zapytanie. Napiszcie mi czy ważna jest dla Was w poście adnotacja, że produkt został otrzymany od PR? Do tej pory takich informacji nie było, ale jeśli ma to dla Was znaczenie i wpływa na odbiór recenzji, to oczywiście może się takowa pojawiać.