MAC fluidline It’s Physical

by
Od kiedy tylko nauczyłam się malować kreski rozkochałam się mocno z żelowych linerach. Fluidline’y MAC, to moi zdecydowani ulubieńcy. Mnogość kolorów, dostępnych nie tylko w stałej ofercie, ale i w wypuszczanych limitowanych kolekcjach przyprawiać może o zawrót głowy. Jednym z odcieni, który niedawno skradł moje serce był It’s Physical (74 zł) dostępny w styczniowej kolekcji Magnetic Nude.
MAC opisuje kolor jako brąz z purpurową perłą. Nie sposób się z tym nie zgodzić. To ciemny duochromowy brąz z zatopionymi fioletowymi drobinkami. Przepiękny!

 

Fluidline, to z założenia liner. Nikt nam jednak nie zabroni używać ich jak cieni kremowych na całą powiekę. It’s Physical jest dla mnie jednym z tych odcieni, który w takiej wersji ukazuje swoje najprawdziwsze oblicze.Wyjątkowo kremowa konsystencja zapewnia łatwą aplikację fluidka na powiekę. Z uwagi na drobinki najlepiej nakładać go płaskim zbitym pędzlem (MAC 242), dociskając do skóry. Drobinki rozkładają się równomiernie, nie migrują, nie ma więc obaw, że dostaną się do oczu. Świetna pigmentacja daje pełne krycie już po pierwszej warstwie. Doskonale się blenduje, ale trzeba robić to z wyczuciem, by nie zgarnąć z powierzchni drobinek i nie narobić bałaganu. Nie zasycha od razu, mamy więc czas na ewentualne poprawki i rozblendowanie krawędzi.

Może nam fluidek posłużyć również jako baza pod pudrowe cienie, ale on sam w sobie jest tak urokliwy, że nie ma go co zakrywać. Ja najczęściej noszę go solo. Bardzo dobrze i szybko się z nim pracuje (zrobienie oka ze zdjęcia zajmuje mi nie więcej jak 5 minut), a efekt końcowy, wg mnie, jest fantastyczny.

Fluidline po zaschnięciu jest nie do ruszenia. Siedzi na powiecie przez cały dzień. Nie zbiera się w załamaniu, nie blaknie, a drobinki pozostają na swoim miejscu. Uwielbiam go!

It’s Physical był częścią styczniowej kolekcji Magnetic Nude. Nie wiem czy znajdziecie go jeszcze w salonach, ale dostępny jest na stronie MAC.