Organique Shea Butter Body Balm – balsam z masłem shea białe piżmo

by
O skórę naszą dbać musimy. Peelingujemy, nawilżamy, ujędrniamy. Co jak co, ale porządnego balsamu w naszych kosmetycznych zbiorach zabraknąć nie może. Dziś opowiem Wam o jednym z moich zimowych ulubieńców.

Receptura tego naturalnego balsamu została oparta na wyjątkowych właściwościach masła Shea (Karite), wosku pszczelego i odżywczych olejów: sojowego, z awokado i pestek winogron. Balsam zawiera 50% czystego masła Shea posiadającego certyfikat ECOCERT. Jego stosowanie daje efekt długotrwałego nawilżenia i odnowy warstwy lipidowej – nawet bardzo suchej skóry. Atrakcyjne zapachy balsamów długo utrzymują się na skórze, działając aromaterapeutycznie i odprężająco. Niezwykły zapach kojarzy się z pięknem i szlachetnością, ponadto wykazuje działanie antystresowe i antydepresyjne. Balsam pozostawia skórę jedwabiście gładką i pięknie pachnącą ogrodem. Polecany jest zwłaszcza dla skóry suchej, dojrzałej i wymagającej regeneracji.

Konsystencja nigdy wcześniej przeze mnie niespotkana. Twarda i zbita, z małymi kuleczkami na powierzchni. Gdy pierwszy raz otworzyłam pojemniczek przez długą chwilę zastanawiałam się nad sposobem używania tego specyfiku. Nieśmiało więc zaczęłam myziać po nim palcami i okazało się, że ów twardziel cudownie rozpuszcza się pod wpływem ciepła i dalsze z nim postępowanie nie sprawia najmniejszego problemu. Z twardej bryły zmienia się w oleistą, tłustawą maź, która świetnie nakłada się na ciało i łatwo rozsmarowuje (choć oczywiście nie tak szybko jak lekki balsam). Wspomniane grudki nie są oporne i gładko rozprowadzają się po ciele.

Balsam wchłania się dość wolno, dlatego nie wyobrażam sobie go stosować na całe ciało w ciągu dnia. To mój faworyt na noc, a w ciągu dnia jedynie na bardziej wysuszone miejsca. Pozostawia na skórze wyraźną tłustą warstwę, która wyczuwalna jest nadal po kilku godzinach od nałożenia.

Efektem stosowania balsamu jest genialnie nawilżona, odżywiona i ujędrniona skóra. Jest miła i delikatna w dotyku. Działanie jest długofalowe, nie znika od razu po zmyciu balsamu. Moja przesuszona skóra nie jest już podrażniona ani nieprzyjemnie ściągnięta, nawet gdy balsamu nie używam codziennie. A nie używam, bo nie ma takiej potrzeby.

Balsam łączy w sobie zalety działania olejku, ale jednocześnie jest wygodniejszy w użytku czy na przykład w podróży. Do tego jest bardzo wydajny, potrzeba go naprawdę niewiele na posmarowanie całego ciała. Choć nikt nie mówi nam, że możemy kłaść go tylko na ciało. Spróbujcie również na dłonie, stopy czy usta, a nawet zaszalejcie i namówcie partnera / męża / żonę / chłopaka / dziewczynę (niepotrzebne skreślić) na masaż. Wszystkie opcje sprawdzone i zbawienne działanie potwierdzone 😉

No i zapach, o którym nie można nie wspomnieć. Ja posiadam wersję z białym piżmem. Mocny, intensywny, odurzający na swój sposób, dość długo utrzymuje się na skórze. Mojego męża troszkę zwala z nóg, mi się bardzo podoba. Choć może gryźć się z perfumami, ale tak jak pisałam, ja stosuję balsam głównie na noc, więc nie ma się z czym gryźć 🙂

Balsam możecie kupić na wagę, w dowolnej ilości albo w takim zakręcanym 150 ml (39.90 zł) pojemniczku jak mój.