Chanel Evocation #85

by
Na większość róży z domieszką brązu reaguję wielkim uśmiechem na twarzy i podekscytowaniem. Tak też było gdy po raz pierwszy ujrzałam zapowiedzi Chanelowej kolekcji, w skład której wchodził Evocation. Róże Chanel uwielbiam, a że takiego bronzerowatego odcienia jeszcze nie miałam, postanowiłam dać mu schronienie w czeluściach mojej różowej szuflady.
Piękny czarny Chanelowy kompakt, w Chanelowym welurku, z Chanelowym pędzlem.
Jakościowo Evocation w niczym nie odbiega od pozostałych róży Chanel, jakie wchodzą w skład mojej skromnej kolekcji. Bajecznie miękka konsystencja, rewelacyjnie nabiera się na pędzel i nakłada na polik. Nie osypuje się ani nie pyli. Pięknie wtapia się w cerę i trwa na niej przez wiele godzin. Nie ma się co tutaj rozwodzić, róże Chanel są po prostu świetne i żaden z tych co mam, nigdy mnie nie zawiódł! No i ten Chanelowy zapach, który wręcz ubóstwiam i mogłabym wąchać godzinami.
Kupiłam go w ciemno, tylko po zapoznaniu się nielicznymi swatchami w necie i po otwarciu kompaktu byłam nieco zaskoczona. Wydawało mi się, że będzie on bardziej różany, bardziej różo-bronzerowy, a jemu jednak bliżej do bronzera.
Na szczęście nie ujmuje mu to uroku, a mi absolutnie nie przeszkadza. Moja pyzata buzia bez konturu się nie obędzie, a i ja w takich bronzerowych odcieniach lubię siebie najbardziej. Ten ma dodatkowo w sobie malutkie drobinki, ale nie jest to bazarowy shimmer, tylko maleństwa, które delikatnie rozświetlają cerę.
Uwielbiam i pragnę róży Chanel jeszcze bardziej.. najlepiej wszystkich :]