Zużycia #12

by
Dawno nie było już denkowego postu. Postanowiłam, że nie będę robić go regularnie co miesiąc czy dwa, jak do tej pory, ale dopiero gdy mój koszyczek wypełni się po brzegi pustymi opakowaniami. Ta chwila właśnie nadeszła, a uzbieranie tego zajęło mi, o zgrozo, aż 3 miesiące.

Po kolei:

MAC Studio Moisture Cream – świetny nawilżacz, super baza pod makijaż. Zużyłam kilka tubek i trzy duże słoiczki i zawsze chętnie do niego wracam.
Lierac Sunific serum – fajne serum nie tylko na lato. Recenzja KLIK.
Lancome Genifique – krem fajny, ale drążniący mnie mocno zapach sprawił, że miłości z tego nie było.
Estee Lauder Day Wear – uwielbiam ten krem. To moje kolejne mini opakowanie, a miałam też kiedyś pełnowymiarowe. Świetny ogórkowy zapach, pięknie nawilża i sprawuje super pod makijażem.
Sisley krem na noc z kolagenem i malwą – genialny krem na noc. Świetnie nawilżał, odżywiał, koił, ujędrniał. Buzia na drugi dzień była promienna, nieco rozjaśniona i wypoczęta. Bardzo wydajny, wystarczyło go niewiele na pokrycie twarzy i szyi. Zapach dość specyficzny, ale nie drażniący.
Clinique Moisture Surge face spray – nawilżająca mgiełka, super na lato. Nawilżenia spektakularnego nie zanotowałam, ale fajnie odświeża i chłodzi. Taki urlopowy gadżet.
Guerlain Orchidee Imperiale – to tylko małe miniaturki, więc za szybko by wydać wyrok, ale świetna konsystencja, elegancki, luksusowy zapach, mocne nawilżenie, to jego duże zalety.   

MAC Mineralize Skinfinish ‚Soft & Gentle‚ – moje drugie opakowanie i gdybym nie miała już kilku rozświetlaczy na stanie na pewno bym kupiła kolejne. Świetny złotawy odcień, wspaniała konsystencja, pięknie rozświetla lico. Mogę go zaliczyć do grona moich ulubionych.
Dior Forever compact – miniaturka pudru / podkładu w odcieniu 030. Idealny był na lato, gdy trochę się opaliłam, choć wykończyłam go niedawno, gdy zdążyłam lekko zblednąć i nie było zaciemności widać. Ładnie wyrównywał koloryt, wyglądał naturalnie, delikatnie matowił, nie wysuszał.
Eve Pearl Glamour Lash Mascara – fajna od samego początku do samego końca. Recenzja KLIK.

Lancome Galatee Confort – na ogół nie używam mleczek, ale to dostałam przy zakupach, więc spróbowałam. Świetnie oczyszcza twarz, ale trzeba uważać przy demakijażu oczu, bo jak się dostanie do środka, to mocno piecze.
Bioderma Sensibio – tego micela nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Mój ulubiony!
Pharmaceris duoaktywny żel micelarny – koszmarny żel. Zmywał makijaż znośnie, ale uczucie brudnej i klejącej twarzy jakie zostawiał było nie do zniesienia.
Chanel Demaquillant Yeux Intense – moja ukochana! Przebiła Bi-Facila i dwufazę Helenki. Ideał! Kolejna butla w użyciu, a następne czekają w zapasach. Na pewno pojawi się recenzja.
Biotherm Biosource woda micelarna – miniaturka płynu micelarnego, w porządku, ale wolę Biodermę.

Biotherm Biosource żel oczyszczający – miniaturka żelu oczyszczającego, używam takich zawsze po demakijażu, przezd peelingiem. Bardzo fajny, z malutkimi drobinkami, o przyjemnym zapachu, ładnie doczyszczał i odświeżał skórę.

Lush Twilight – cudowny i wspaniały zapach. Ciepły, otulający i zmysłowy. Niestety był zeszłoroczną limitowanką świąteczną. Jeśli będę miała okazję kupię na pewno na zapas!
Lush Ponche – również zeszłoroczna limitowanka, ale tutaj żalu nie ma. Zapach będący mieszanką pomarańczy z czymś bliżej nieokreślonym średnio mnie zachwycił.
TBS Dreams Unlimited żel – dziwny, nie wiem jak inaczej go nazwać. Zapach bez szału, a butla tak twarda, że wydobycie z niej żelu było niezłym wyzwaniem. Cieszę się, że się skończył.
L’Occitane żel werbena – mocno cytrynowy żel, fajny na poranki, bo orzeźwiający. Jednak nie skradł mojego serca.
Pat & Rub żel hipoalergiczny – próbka co prawda to tylko, ale wystarczyła by wiedzieć, że żel mi się podoba. Nie wysusza skóry, ma fajną konsystencję i zapach. W PL czeka na mnie pełnowymiarowe opakowanie.

Bath & Body Works mydła w piance – moje ulubione od kilku miesięcy i chyba prędko się to nie zmieni. Zawsze będąc w PL robię zapasy.

Pat & Rub balsam hipoalergiczny – świetny! Recenzja KLIK.
Oillan Forte hydro-lipidowy balsam do ciała – używałam go w momencie gdy na łokciach pojawiły mi się dziwne suche krostki. On miał regenerować podrażnioną, wysuszoną skórę, a tego nie robił. Nawilżał co prawda, ale nawilżacze znam lepsze, do tego dużo lepiej pachnące.
Organique suflet do ciała – mój ukochany! W PL czeka na mnie kolejny 🙂 Recenzja KLIK.
Phenome Regenerating hand balm – fajny balsam do rąk o przyjemnym zapachu i lubilibyśmy się, gdyby nie durne opakowanie. Balsam ma bardzo gęstą, zbitą konsystencję i wydobycie go za pomocą pompki po kilku użyciach staje się niemożliwe, bo balsam zalega na ściankach i nie opada na dno.

Phenome Nourishing scrub – lubiliśmy się od samego początku do samego końca. Recenzja KLIK.
Pat & Rub solny peeling do stóp – świetny peeling do stóp, postaram się wrzucić wkrótce recenzję.

Tyle. Wiem, że mało, ale na swoje usprawiedliwienie dodam, że w tym okresie zaliczyłam ponad 2tygodniowy urlop, więc to co używałam zostało w PL 😉