Guerlain Meteorites #02 Teint Beige

by
Nie jestem wielką maniaczką Meteorytów, raczej sympatyczką. Mam tylko 3 opakowania kulek i na kolejne się nie zanosi. Kolekcje nie różnią się wiele od poprzednich, poza opakowaniami, a wyrastam już powoli z zakupów pod wpływem wizualnych ekscytacji (taaaaa :P). Ba, postanowiłam sobie nawet, że więcej kulek nie kupię, a skupię się, w drodze wyjątku, na meteorytowych prasowańcach. No bo efekt dają podobny, a są w dużo wygodniejszej formie, którą ja częsta podróżniczka, mocno doceniam. I tak oto w moje łapki jakiś rok temu wpadły pierwsze prasowańce.

Prześliczny kompakt ze znanym nam wszystkim z Meteorytów ozdobnym rozetowym motywem. Puzderko wyposażone jest w lusterko i puszek, więc na podróże, czy po prostu codzienne noszenie w torebce, wydaje się być idealnym rozwiązaniem. No i nie mogło zabraknąć też welurka 😉 Elegancja i klasa w najlepszym wydaniu.

Na sam początek zdecydowałam się na zakup wersji dostępnej w stałej ofercie Guerlain. Standardowo chciałam wziąć odcień najjaśniejszy, niestety okazał się dość mocno wpadać w róż, dlatego wzięłam dwójeczkę. Zwie się Teint Beige i jest delikatnym, jasnym żółtkowym beżem.

Puder jest drobniutko zmielony i ma mięciutką konsystencję, dzięki czemu aplikacja to prawdziwa przyjemność. Na twarzy jest właściwie niewidoczny, jednak w jakiś magiczny sposób upiększa, uszlachetnia i zmiękcza rysy. Koloryt jest wyrównany, buzia delikatnie zmatowiona, ale jednocześnie rozświetlona, bez żadnych nachalnych drobinek, które zdarzają się często w kulkowych wersjach Meteorków. Wygląda zdrowo, świeżo i naturalnie. To ciągle ja, ale jakaś taka lepsza, subtelniejsza, delikatniejsza, może nawet młodsza (taaaaaaa :P).. 🙂 Nie mam pojęcia co oni dodają do tych Meteorytów, że niby nic się dzieje, ale jest ładniej.

Wykończenie nie jest płaskie, raczej taka jedwabista satynka. Myślę, że dla posiadaczek tłustych cer mat może być za słaby, ale sucharki, takie jak ja, mogą piać z zachwytu 😉 Puder nie obciąża skóry, nie wysusza, ani suchości nie podkreśla. Buzia czuje się w nim bardzo komfortowo. Na mojej twarzy siedzi cały dzień, ale w ramach eksperymentu czasem dokładałam go po kilku godzinach i nic się nie działo. Nadal pozostawał niewidoczny, brak było efektu maski i wysuszenia. No i ten obłędny fiołkowy zapach! Mogłabym wąchać godzinami!

Słuchy mnie doszły, że ta wersja Meteorytków zostaje / została wycofana i zastąpiona nowymi. Na pewno zmieniły się nazwy kolorów. Podejrzewam, że zmienił się też sam puder. Czy na lepsze? Nie wiem. Tę wersję na pewno mocno Wam polecam. Kupcie, jeśli się na nią natkniecie, bo może okazać się rarytaskiem 😉