Guerlain Crazy Meteorites

by
Na zimową kolekcję Guerlain czeka chyba zawsze wiele z nas. Duża w tym pewnie zasługa limitowanej świątecznej wersji kultowych już Meteorytów, którymi co rok raczy nas firma. Do tej pory zwykle tylko im się przyglądałam, ale tym razem postanowiłam zapoznać się bliżej i kupić swojego pierwszego świątecznego prasowańca. Tak, ja wiem, odwyk, ale gdyby nie on, kupiłabym dużo więcej! Proszę więc docenić fakt, że trzymałam żądze na uwięzi i z całej smakowitej gamy produktów, drogą ostrej eliminacji, wybrałam tylko 2 (poza tym musiałam coś dobrać do darmowej wysyłki :P).

Zacznę od opakowania i tym razem wyjątkowo nad stylistyką Gerlę nie będę się rozpływać. Lakierowana puderniczka z wygrawerowaną cyfrą ’68’. Nie podoba mi się :/ Jest bardziej Terracotowa niż Meteorytkowa. Co prawda dzięki temu puder kosztuje dużo mniej niż wcześniejsze edycje w ozdobnych puderniczkach (£46.50 vs. ponad £100), ale to właśnie dzięki nim te pudry były zawsze wyjątkowe.

Choć w mięciutkim welurku, z dużym lusterkiem, porządnie wykonana, to jednak smuteczek. Zaskoczyła mnie na plus swoją wagą, bo myślałam, że będzie lżejsza, na taką mi wygląda, a ona jest dość ciężka i masywna.

W środku piękna kolorowa mozaika będąca kombinacją bieli, różu, miętowej zieleni, beżu i lawendy. Zmieszane razem dają jasny chłodny róż z bardzo delikatnym połyskiem.

Guerlain przedstawia Crazy Meteorites jako oryginalny odcień Mythic, który ożywiono różem, by dodać zimowej cerze życia i wiosennego blasku. No, ale ja się pytam, dlaczego? Ten puder jest tak różowy, że jest po prostu różem i to jedyne zastosowanie, jakie dla niego u siebie widzę. Nie miałam, nie mam i mieć odwagi nie będę by kłaść go na całą twarz. Czemu Guerlain wszędzie pcha ten róż? Nie lepiej byłoby z niego czasem zrezygnować i dać odcień bardziej uniwersalny? 

Puder / róż jest drobniutko zmielony, nie osypuje się ani nie pyli podczas nabierania na pędzel. Dobrze się nakłada i blenduje, świetnie wtapia się w skórę, w efekcie ładnie rozjaśnia i rozpromienia lico. Ma w sobie malutkie subtelnie połyskujące drobinki i to jest właśnie jedna z zalet prasowańców, poza oczywistą większą łatwością obsługi, że są mniej drobinkowe od kulek. No i cudownie pachnie fiołkami!

 Fajny róż z tego pudru 😉

To moja pierwsza mozaikowa sztuka, zakupu nie żałuję i chętnie kupię kiedyś kolejną, pod warunkiem, że nie będzie w niej różu. Za różowe już podziękuję 😉