Dior Rosy Glow

by
Rosy Glow od Diora owiany już jest legendą w naszej blogsferze. Dość długo się przed nim broniłam, ale dnia pewnego i ja postanowiłam wreszcie skonfrontować te zachwyty na własnej skórze.

Spakowany w srebrny błyszczący kompakt, kompakt w welurku, a w środku duże lusterko i pędzelek. 

Po otwarciu klapki naszym oczom ukazuje się piękny, chłodny róż. Cukierkowy, barbiowy, dający po oczach. Konkretny i trochę przerażający.
Super napigmentowany, ma miękką konsystencję i świetnie się nakłada. Wystarczy delikatnie omieść pędzlem powierzchnię, strzepać nadmiar i nałożyć na twarz. Rozkłada się równomiernie, nie robi plam, a intensywność, jeśli komuś mało, można swobodnie budować. Na mojej skórze od razu po nałożeniu jest bardzo zimny, ale po kilku minutach w jakiś magiczny sposób się ociepla. To chyba to dopasowywanie się do cery 🙂 Genialnie wtapia się w skórę i wygląda jak naturalny rumieniec. Pięknie ożywia i odświeża buzię. Trwa na niej od rana do wieczora, a jeśli znika, to delikatnie jaśnieje i blaknie w ciągu dnia.
Oficjalnie więc i ja dołączam do grona fanek Rosy Glow. Pomimo początkowych obaw, spowodowanych intensywnością i jaskrawością koloru, róż pięknie dopasowuje się do cery i cudownie ją ożywia.