Filorga Meso Mask

by
Jakiś czas już temu, chyba po przekroczeniu magicznej 30tki, zaczęłam interesować się mocno dermokosmetykami. Moją szczególną uwagę zwróciła wtedy Filorga, która jest ponoć pionierem w komórkowej terapii przeciwstarzeniowej, wytwarza produkty medyczne do mezoterapii, wypełniania zmarszczek i pilingów. Jest również producentem preparatów kosmetycznych wywodzących się bezpośrednio z medycyny estetycznej. Laboratorium Filorga postrzega pielęgnację skóry w sposób holistyczny jako ochronę komórek przed czynnikami zewnętrznymi przyspieszającymi proces starzenia. Formuły wszystkich preparatów pozwalają skutecznie i kompleksowo spowolnić ten proces oraz niwelować jego objawy. Celem Laboratorium FILORGA jest nieustanne opracowywanie nowych rozwiązań w zakresie odmładzania, pozwalających zmniejszyć zmarszczki, przywrócić jędrność, blask i gęstość skóry.

Wzbraniałam się trochę z zakupem, ale trafiłam na wyprzedaż -50% i tym sposobem stałam się posiadaczką kilku produktów. Jednym z nich jest maska Meso Mask, a o której dziś Wam opowiem.

Producent mówi, że Meso Mask powstała na bazie doświadczeń w tworzeniu preparatów do mezoterapii, dlatego nazywa ja mezoterapią w masce. Ma dodawać skórze blasku, skutecznie i długotrwale ją rozjaśniać, zmniejszać zmarszczki i usuwać wszelkie objawy zmęczenia oraz działać silnie przeciwzapalnie. Wskazana jest w przypadku regeneracji i odbudowy skóry zmęczonej, pozbawionej blasku. Stanowi uzupełnienie kuracji przeciwstarzeniowej. Składniki zawarte w niej zawarte wpływają zarówno na starzenie chronologiczne (genetyczne) oraz na fotostarzenie (np. przebarwienia wywołane promieniowaniem UV). Polisacharyd ramnozy łagodzi podrażnienia i zaczerwienienia skóry, wyrównuje niedoskonałości i dodaje jej blasku. Wyjątkowa formuła NCTF ® stymuluje aktywność komórkową oraz produkcję kolagenu, a-arbutyna – czynnik rozjaśniający niweluje przebarwienia. NCTF® = 55 składników: 14 witamin, 24 aminokwasy, 6 koenzymów, 5 kwasów nukleinowych, 4 składniki mineralne, 2 antyoksydanty.

Meso-Mask należy stosować raz w tygodniu w ciągu miesiąca, a następnie co dwa tygodnie przez 2 miesiące. Aby zapewnić stopniową poprawę kondycji skóry nałożyć grubą warstwę maski na całą twarz, szyję, oraz dekolt, omijając okolice oczu. Zostawić na 15 do 30 minut. Zmyć nadmiar preparatu wodą. Przy regularnym stosowaniu wyrównuje się koloryt oraz struktura skóry.

Maska spakowana jest w charakterystyczny dla firmy kwadratowy, dość masywny słoik ze grubego szkła i oooogromny karton. Pod nakrętką znajduje się zabezpieczające sreberko, więc świeżość produktu gwarantowana.

Przyjemnie kremowa, jakby śmietankowa konsystencja idealnie się nakłada i rozprowadza. Aplikuję zawsze porządną warstwę (również pod oczy) i zostawiam na co najmniej pół godziny. W pierwszej chwili odczuwam delikatne szczypanie, ale szybko mija. Mam wrażenie, że maska głęboko przenika do skóry i robi czary mary. Część się wchłania, ale nadal zostaje na skórze spora ilość, którą aż żal zmywać 😉 Skóra po użyciu jest gładka i miękka w dotyku. Buzia odzyskuje blask, jest delikatnie rozjaśniona, staje się bardziej promienna i wygląda zdrowiej. Znikają wszelkie zaczerwienienia, a koloryt skóry jest ładnie wyrównany. Czuć pełną regenerację, odżywienie i mocne nawilżenie. Stan mojej cery wyraźnie się poprawił, od kiedy zaczęłam jej używać. Jest mniej podrażniona, niespodzianki dużo rzadziej występują, a jak już się zdarzą, to szybciej się goją. Wierzę też, że te wszystkie cudowne składniki w masce zawarte działają bardzo dogłębnie i wpływają korzystnie na moją cerę nie tylko od zewnątrz, ale i od wewnątrz i choć nie wszystko widać gołym okiem, to dobrze się tam dzieje.

Dochodzę powoli do końca opakowania, posiadam w zanadrzu jeszcze jedno i jak je zużyję, na pewno do maski wrócę. Skuszę się też pewnie na inne produkty Filorgi, bo bardzo wzmogły mój apetyt na dermokosmetyki, które mojej skórze widocznie służą.