Giorgio Armani Sheer Bronzer #1

by
Choć w swojej kolekcji posiadam kilka bronzerów do konturowania, pozytywne opinie na temat Sheer Bronzer Armaniego, sprawiły że i jego musiałam do swojej gromadki przygarnąć. Cena lotniskowa i dodatkowa jeszcze zniżka €5 wpłynęły na decyzję o zakupie szybciej niż przypuszczałam 🙂

Spakowany w czarny okrągły kompakt z lusterkiem. Niby nic nadzwyczajnego, minimalistyczny do granic możliwości, ale i tak niezmiernie oko cieszy.

Po podniesieniu klapki naszym oczom ukazuje się bajeczny środek. Przepiękny, dość ciemny brąz z drobinkami. Zero cegły, pomarańczki i pochodnych.

Delikatna, mięciutka, niepyląca konsystencja pozwala na bezbłędną aplikację. Choć w opakowaniu wydaje się być dość ciemny, to w rzeczywistości jest bardzo subtelny. Krzywdy zrobić sobie nim nie można. Idealny odcień dla bladziochów! Pigmentacją nie grzeszy, ale intensywność można z łatwością budować dokładając kolejne warstwy. W opakowaniu wygląda drobinkowo i błyszcząco, ale na skórze ciężko jakiekolwiek drobinki dostrzec. Nie błyszczą się jak discoball, tylko dodają twarzy wielowymiarowości i delikatnie ją ocieplają. Efekt nie jest tak płaski jak po użyciu matowego produktu. Bronzer daje piękne satynowe wykończenie. Jest bardzo naturalnie i subtelnie. Kolor jest na tyle delikatny, że możemy dodatkowo za pomocą dużego miękkiego pędzla, oprószyć nim całą twarz i uzyskamy efekt skóry muśniętej słońcem.

Sheer Bronzer absolutnie skradł moje serce. Uwielbiam go za kolor, wykończenie, łatwość obsługi i to jak na twarzy wygląda. Od kiedy go mam nie sięgam po inne bronzery, nawet te które wcześniej były ulubieńcami 🙂