Never ending story? :)

by
Czy to tak już jest, że jak się raz wejdzie do Korsowej jaskini, to nigdy się z niej nie wyjdzie? 🙂 Nie to, żeby mi było źle z tym faktem, ale ile można 😛 Nigdy nie byłam torebkową maniaczką, a od kiedy wpadła w moje łapki pierwsza Korsowa torebka, myślałam o drugiej. Mając drugą, myślę o trzeciej.. i tak w kółko.. Ehhh… 
 
Zanim jednak ewentualny zakup dojdzie do skutku pokażę Wam mój ostatni warszawski nabytek, kupiony do kompletu z portfelem, który pokazywałam Wam niedawno (KLIK).
Warunek był jeden. Ma być czarna i stosunkowo nieduża, żeby nie zajęła mi połowy walizki gdy latam do PL 😉

Skusiłam się na model Bedford Tote. Pamiętacie, pokazywałam Wam ją kiedyś KLIK, ale była wtedy jeszcze w sferze moich marzeń. Ten model wyjątkowo utkwił mi w pamięci i gdy dojrzałam ją w salonie, do tego w kolorze czerni i z gładkiej skóry, nie mogłam nie kupić 🙂

Uwielbiam torebki w łapkę. Jeśli dodatkowo ma pasek do założenia przez ciało, to kwiczę z radości 🙂 Takie rozwiązanie idealnie sprawdza się podczas moich podróży, gdy jedną rękę zajmuje walizka. Wtedy torebka sobie może zwisać i dyndać. Mam ją blisko siebie, ale nie muszę zajmować sobie drugiej łapki.

Jakaś straszna moda nastała na torebki bez zamykania. Mi to nie przeszkadza, o ile mam tutaj 2 duże zasuwane kieszenie i jedną mniejszą w środku na bardziej kosztowne drobiazgi 😉

Torebka się ‚powiększa’ po odpięciu bocznych zatrzasków 🙂

Tak się prezentuje mój ulubiony ostatnio duecik 🙂

A Wy macie fioła torebkowego? Na Majkela uważajcie, bo on wciąga 😛