Chanel Eclat Originel Serum

by
Wiecie, że lubię Chanel.. no wiecie.. wiecie, że kocham sera.. no wiecie 🙂 Obok Chanelowego Eclat Originel Serum nie mogłam więc przejść obojętnie i jakiś czas temu znalazł swój domek w moim domku. 
Wg producenta: W składzie serum znajduje się pulsator – wyjątkowe połączenie specjalnie wyselekcjowanych, ze względu na ich właściwości przywracania cerze blasku, czynnych składników. Ten unikalny kompleks działa na trzech poziomach: wyzwala blask, odżywia bladą cerę, natychmiastowo rozjaśnia cerę dodając jej wyjątkowego blasku. Doskonały produkt dla osób z problemami naczynkowymi: wzmacnia i uszczelnia naczynka krwionośne.
Serum spakowane jest w plastikowy przezroczysty flakonik z pompką. Chanel jest mistrzem ładnych opakowań. Niby nic nadzwyczajnego, ale oko przyciąga. Podoba mi się, że buteleczka jest przezroczysta i możemy śledzić zużycie i być przygotowanymi na koniec. Pompka działa bez zastrzeżeń, nie zacina się, nie pluje produktem, dozuje pożądaną ilość.

Serum ma konsystencję lekkiego półpłynnego żelo-kremu i jest koloru koralowego. Dobrze się nakłada i rozprowadza, nic się nie maże ani nie klei. Na moją suchą twarz, dla pełnego komfortu, daję zwykle 2 pompki i produktu ubywa w zastraszającym tempie. Używam od niedawna, raz dziennie – rano, a została mi już tylko 1/3. 

Sam produkt bardzo polubiłam, choć spierałabym się czy tak do końca jest to serum czy jednak bardziej baza pod makijaż. Nie zauważyłam długodystansowych rezultatów jego stosowania ani spektakularnego nawilżenia. Produkt przede wszystkim ładnie rozjaśnia cerę, delikatnie ją ujednolica i rozświetla. Wchłania się szybko i w magiczny sposób wygładza buzię, przygotowując ją do nałożenia podkładu. Sam podkład tę świetlistość w większości zakrywa, ale buzia wygląda ładniej i zdrowiej. Przyjemniak, ale nie niezbędny. Rozstaniemy się bez większego żalu 😉

Skład na życzenie: