Zużycia #8

by
Ostatnio było zakupowo, dziś dla równowagi zużyciowo 🙂 Denko z poprzednich 2 miesięcy, czyli grudnia i stycznia razem wziętych. Myślę, że nie jest źle, ale mogłoby też być lepiej!

Kolejno odlicz:

Clarins Instant Eye Make-Up Remover – poprawna dwufaza, gorsza jednak od Bi-Facila czy Helenki, a nawet Sephory.
Helena Rubinstein All Mascaras! – cudowna, wspaniała. Mocny konkurent dla Bi-Facila. Recenzja się pisze.
Sephora Waterproof Eye Makeup Remover – niezły, w świetnej cenie. Recenzja KLIK.

MUFE High Definition Elixir – produkt, którego fenomenu nie rozumiem. Poprawny nawilżacz, tyle. Do tego koszmarnie niewydajny.
Clarins Bi-Serum – przyjemne serum, w świetnym opakowaniu z pompką. Super nawilżał, idealny zarówno na dzień, jak i na noc.

Estee Lauder Advanced Night Repair Eye – ukochany od lat krem pod oczy, stosowany na zmianę z innymi, ale zawsze do niego chętnie wracam. Cudnie nawilża, spłyca linie, odżywia. Jedyne co mi w nim nie pasuje, to idiotyczne opakowanie..
Clinique All About Eyes – dziwny to krem był. Konsystencja za lekka, za szybko się wchłaniał, przez co kładłam go dużo i zniknął błyskawicznie.

Estee Lauder Time Zone Night – bardzo lubię pielęgnację EL, ten krem tylko tę sympatię umocnił. Porządnie nawilżał i sprawiał, że buzia rano wyglądała na wypoczętą.

LUSH Catastrophe Cosmetic – kocham i wielbię! Recenzja KLIK.
LUSH Oatifix – j.w. Recenzja KLIK.

Eisenberg Masque Tenseur Remodelant – przyjemna maseczka do twarzy. Skóra po użycia była cudownie wygładzona.

Pat & Rub bogaty balsam do dłoni Home Spa – świetny krem do rąk, choć z czasem zaczął ciut przeszkadzać mi jego zapach. Do działania jednak przyczepić się nie mogę. Recenzja KLIK.

L’Occitane Shower Oil – olejek do mycia, bardzo przyjemny, choć nie idealny. Recenzja wkrótce.
Lancome Tresor in Love – nie przepadam za myjkami dodawanymi z zapachami, mam wrażenie, że nie myją, tylko pachną 😛
Hugo Boss Orange – j.w.

Pat & Rub scrub cukrowy Żurawina / Cytryna – cudowny, wspaniały, uzależniający. Recenzja KLIK.

Vichy zielona kulka – piszę to po raz kolejny i na pewno nie ostatni. Najukochańsza, używam jej od lat. Kulkowy ideał!

LUSH Big – świetnie oczyszczający szampon o cudownym zapachu. Recenzja KLIK.

Oeparol pomadka ochronna – nawilżała przyzwoicie, ale strasznie denerwował mnie jej zapach, a co za tym idzie smak.

Lancome Hypnose Drama – bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Z normalnym Hypnose się nie polubiłam, ale Drama to zdecydowanie jego lepszy brat. Super zagęszczał, wydłużał i robił to co porządny tusz robić powinien.

Guerlain Meteorities (pryszcze) – bardzo się lubiliśmy. Recenzja KLIK.

Troszkę miniaturek.

Troszkę saszetek.

Chanel Coco Noir – zapach, do którego od jakiegoś czasu próbuję się przekonać i idzie mi dość opornie. Mam jeszcze 2 próbaski, więc zobaczymy czy będzie z tego miłość.

A Wam jak idzie denkowanie? Cieszy Was tak samo jak mnie każde zużyte opakowanie? 😀