UD Naked Basics na oku

by
Paletkę Naked Basics od Urban Decay już Wam pokazywałam KLIK, porównałam też do cieni MACa KLIK, pora na obiecane wrażenia z jej używania.

Wspomniałam Wam już w poprzednim poście, że jestem paletą trochę rozczarowana. I nie chodzi tu wcale o samą jakość cieni, bo one mają świetną konsystencję, są dobrze napigmentowane i używa się ich naprawdę przyjemnie. Lubią się jedynie trochę osypywać, ale wystarczy, przed aplikacją na oko, strzepać nadmiar z pędzelka i po kłopocie. 
Cały problem tkwi w doborze cieni w palecie. Wiele z Was zwróciło również na to uwagę w komentarzach pod wcześniejszymi postami, więc to chyba nie tylko mój zarzut pod ich adresem. Cienie Venus, Foxy i W.O.S na oku się ze sobą właściwie zlewają i nie widać między nimi wielkiej różnicy. Równie dobrze można było zrobić paletę z 3-4 cieniami i naoczny rezultat byłby identyczny, a paleta i tańsza i mniejsza. Poza tym te jasne cienie są dość jasne, nie wiem czy byłyby mocno widoczne na kimś z ciemniejszą karnacją.

Wielka szkoda, bo paletka miała naprawdę potencjał. Wystarczyło tylko lepiej dobrać kolory.
Nie mówię, że zakupu żałuję, bo paletka na pewno posłuży mi w podróżach, ale można było zrobić ją lepiej.