Kosmetyczni ulubieńcy ♥ 2012 ♥

by
Ostatnio było o odkryciach 2012 KLIK, dziś o ulubieńcach. Aby było dla Was przejrzyście, a dla mnie wygodnie, podzieliłam wszystko na kategorie. Produkty, który doczekały się już recenzji na blogu są podlinkowane. Na pozostałe przyjdzie pora 😉

  •  Baza

Guerlain L’Or i Meteorites Perles – choć odkryłam je dopiero w drugiej połowie roku, to zdecydowanie wysunęły się na prowadzenie. Uwielbiam za wygładzenie, delikatne rozświetlenie, dodatkowe nawilżenie, a meteorytową dodatkowo za bajeczny zapach!

  • Podkład

Początek roku należał do Guerlainowego Parurka, który przez długi okres czasu był moim faworytem, aż do momentu odkrycia Dior Capture Totale, który go pobił i na obecną chwilę jest moim podkładowym KWC.

  • Korektor

Zanim poznałam Giorgio Armani High Precision Retouch, który okazał się moim absolutnym faworytem, bardzo lubiłam MUFE Lift Concealer i Guerlain Precious Light. Oczywiście nadal je lubię i używam z przyjemnością, bo są naprawdę fajne. Ładnie wyrównują koloryt skóry, są lekkie i nie wysuszają, ładnie rozjaśniają.

  • Puder

Pod oczy puder Laura Mercier Secret Brightening Powder za utrwalanie korektora, niewysuszanie i fantastyczne rozjaśnienie okolic oka. Na twarz na co dzień La Prairie Cellular Treatment Loose Powder, a jak chcę dodać sobie trochę blasku Meteoryty, najczęściej moje ulubione Nuit. Lubię to jak oba wyglądają na moim licu.

  • Bronzer

Na pierwszym miejscu plasuje się Benefitowa Hoola, która ma idealny kolor i formułę. Zaraz za nią  są MACowa Strada i Illamasquowy Spite, które zanim poznałam Hoolę były moimi ulubieńcami.

  • Róż

Moimi absolutnymi ulubieńcami, których namiętnie używałam w 2012 roku, były różo-bronzery. Ładnie wyszczuplają buźkę i pasują do wszystkiego. Najczęściej sięgałam po Guerlainową Terra Incę (widzicie to denko? chlip chlip), MACowy The Perfect Cheek, Chanelowy Sable Rose i Benefitowy Dallas.

  • Rozświetlacz

Kiedyś miałam ich wiele, wszystkie sprzedałam i zostawiłam sobie tylko MACowego MSFa w kolorze Shimpagne, bo lubiłam go ze wszystkich najbardziej.

  • Oczy

W kategorii cieni wygrywa MAC. Chyba nikogo to nie dziwi 🙂 Uwielbiam je wszystkie! Najczęściej jednak w ubiegłym roku sięgałam po paletę neutrali. Baza, niezmiennie od lat Urban Decay Primer Potion. Jak cienie, to i musi być kreska, od jakiegoś czasu głównie czarna. Tutaj ulubieńcem był MACowy chromaline w kolorze Black, Black oraz Chanel Illusion D’Ombre w kolorze Mirifique. Cenię je za łatwość namalowania kreski oraz piękną intensywną czerń. A jak miałam chęć na kredkę, to najczęściej sięgałam po MACowe pearlglide’y, które wielbię za cudowną konsystencję, kolory i drobinki.

  • Brwi

Nie wiem sama czemu ten produkt nie znalazł się w moich odkryciach roku ubiegłego, bo takim odkryciem na pewno jest! Mowa o zestawie Benefit Brow Zings. Na pewno o nim wkrótce napiszę, bo zasługuje na osobnego posta! Powiem tylko, że ‘robienie’ brwi nigdy nie było tak proste, a efekt tak naturalny. Dodatkowo moje brwi ujarzmiać pomagały mi MACowe 204 i 206.

  • Rzęsy

Tutaj nikogo nie zaskoczę, bo trąbię o tym od miesięcy. Helenkowy Pyton i Armani Eyes To Kill. Nie zawaham się powiedzieć, że są to najlepsze tusze ze wszystkich, jakie używałam w swoim dotychczasowym życiu. Ich zapas w mojej komodzie to konieczna konieczność i oczywista oczywistość 😉

  • Usta

W pielęgnacji nocnej moim ulubieńcem był i jest Bobbi Brown Lip Balm, bo super odżywia i świetnie radzi sobie ze spięrzchniętymi ustami. Kolorówkowo podbił moje serce Chanel Rouge Coco Shine w kolorze En Vogue. Lubię za masełkowatą konsystencję, delikatny kolor, przyjemną formułę i brak wysuszenia.

  • Demakijaż

Do oczu zdecydowanie, od lat Lancome Bi-Facil oraz odkryty stosunkowo niedawno All Mascaras! Heleny Rubinstein. Uwielbiam za szybkość działania i delikatność. Do twarzy micel Biodermy i Gurlainowy Super Aqua-Lotion. Świetnie zmywają makijaż, odświeżają skórę oraz nawilżają.

  • Akcesoria

Beauty Blender, z którym już nigdy się nie rozstanę. Najlepszy do nakładania podkładu ever! Zalotka MACowa, bo dobrze podkręca, nie robiąc krzywdy. Pęseta MACowa, która jest jedną z lepszych jakie używałam! Może jak na pęsetę tania nie jest, ale mam ją już od prawie 5 lat (!) i nic się z nią nie dzieje. Taka inwestycja na lata się opłaca 🙂 Jako fanka kredek przerobiłam też sporo ostrzałek i najlepszą z nich okazała się temperówka NARSowa. Pasuje do ‘normalnych’ jak i grubych kredek, świetnie temperuje, nie łamie, ani nie kruszy. Warta każdej złotówki. No i niezmiennie od lat moje MACowe pędzle. Kocham wszystkie razem i każdego z osobna!

  • Twarz

Nie miałam ulubieńców, jeśli chodzi o pielęgnację twarzy. Lubię zmieniać kremy po prostu. Ale jeśli chodzi o oczyszczanie i odżywianie, to zdecydowanie były i pewnie nadal będą to LUSHe, moje ukochane czyściki Let The Good Times Roll i Buche De Noel oraz maseczki Oatifix i Catastrophe Cosmetic.

  • Ciało i dłonie

Odkrycie roku i najlepszy ze wszystkich dotychczas scrub Pat & Rub. Kocham za właściwości peelingujące oraz nawilżenie i brak konieczności stosowania balsamu. Jestem od niego uzależniona! Moje kulkowe KWC, ulubieniec od wielu lat, zielona kulka Vichy. Zostanie ze mną na zawsze. Jeśli chodzi o dłonie, to tutaj prym wiedzie peeling In-A-Minute Phenome, który lubię za to jak ściera suchą skórę z łapek, zostawiając na nich odczuwalną delikatnie tłustą warstewkę. Z kremów uwielbiam L’Occitane i Phenome Regenerating za nawilżenie i cudne zapachy.

  • Paznokcie

W pielęgnacji zwyciężył expresowy usuwacz skórek Sally Hansen Instant Cuticle Remover oraz oliwkowate mazidło OPI Avoplex Cuticle Oil To Go. Lakierami, które najczęściej gościły na moich pazurach były Chanelowy Distraction w pierwszej połowie roku oraz Pirate w drugiej.

  • Zapach

W pierwszej połowie roku były to Flowerbombki i Jimmy Choo. Do momentu aż odkryłam Chanel Coco Modemoiselle, która tak mną zawładnęła, że używam jej ostatnio prawie codziennie.

Tak się przedstawia lista moich zeszłorocznych ulubieńców. Oczywiście używałam sporo więcej, ale te tutaj zasługują na szczególną uwagę.