Zużycia #7

by
Początek kolejnego miesiąca nastał, więc czas się przed Wami obnażyć ze zużyć 😉
Gdybym tyle zużyła w miesiąc, to git, ale jak na 2 miesiące, to bida straszna. Poprawy nie obiecuję, bo i tak pewnie nic z tego nie wyjdzie 😉
Kiepsko mi idzie, oj kiepsko 😉
Po kolei:
Lancome Eau Micellaire Douceur – świetny micel! Recenzja KLIK.
Sephora Waterproof Eye Makeup Remover – niezła jakość za równie niezłą cenę.

MAC Prep + Prime Skin Base Visage – baza pod podkład, porządna, choć dużo bardziej lubię jej wersję z SPFem.

Lancome Hydra Zen – przyzwoity krem nawilżający, kiedyś bardzo lubiłam, z czasem mocno zaczął drażnić mnie zapach.

MAC Studio Lights – rozświetlający korektor pod oczy, bardzo fajny, niestety daaaawno temu wycofany.

Urban Decay Primer Potion Sin – świetna baza pod cienie z delikatnym połyskiem. Idealna do szybkiego makijażu z krechą w roli głównej.

Henna – używam od lat 😉

MAC dazzleglass Baby Sparks – mój ukochany od dawna błyszczyk. Mam w zapasie jeszcze jeden. Kiedyś Wam go pokażę 😉
Carmex Cherry – okropieństwo! Jestem fanką Carmexu w sztyfcie, ten to jakieś nieporozumienie. Miast nawilżać podsusza, a do tego okropnie smakuje! Powinien znaleźć się w kategorii wyrzutków, a nie zużyć, ale nie chciałam poświęcać mu całego posta.

Versace Bright Crystal – kiedyś go kochałam, teraz tylko lubię. Mam jeszcze jedną butlę, w zapasie. Nie wiem czy zużyję, czy po prostu dam komuś 😉

Gilette Satin Care – ulubiona pianka do golenia. Chyba zna ją każda z nas 🙂

Soraya Lactissima Active – kiedyś była żelem, potem wpadli na zmianę opakowania, zmieniając jednocześnie żel w emulsję. Żel uwielbiałam, emulsja ni parzy mnie ni ziębi. Jak zużyję zapas, kupię coś innego.

LUSH Dirty – lubimy się. Recenzja KLIK.
L’OccitaneVerbena Shower Gel – cytrynkowy żel jak żel 😉

L’Occitane Ultra Rich Cream – już myślałam, że nie uda mi się go zdenkować i miał polecieć do kosza.. ale jakoś poszło.. Recenzja KLIK.

L’Occitane Hand Cream – uwielbiam za działanie i świetny zapach.

Trochę miniaturek.

Trochę próbasków.

Trochę saszetek.

Rival De Loop – szału nie było w żadnym przypadku. Choć nawilżyły i odżywiły, to było w nich coś, co sprawiło, że już więcej nie kupię.
Koniec! 🙂
A jak Wam poszło? Macie jakieś wskazówki na szybsze zużycia? 🙂