MAC Studio Fix Boldblack Lash

by
Z tuszami MACa jakoś nigdy po drodze mi nie było. Miałam kiedyś dwa, jeden lubiłam, drugi był kiepski. Po tym doświadczeniu nigdy więcej mnie do nich nie ciągnęło. Kocham MACa za kolorówkę, ale tusze zwykle wybieram innych firm.  
Studio Fix Boldblack Lash jest częścią obecnej teraz w salonach limitowanej kolekcji Carine Roitfeld. Sam tusz jednak nie jest produktem limitowanym, gdyż jest dostępny w regularnej ofercie MACa. Jeśli jesteście ciekawe czy to dobrze czy nie, czytajcie dalej 🙂
Wg producenta: Innowacyjna musowa konsystencja daje większą wyrazistość, objętość i uniesienie rzęs dla uzyskania dramatycznego efektu w mocno napigmentowanej czerni. Mocne krycie i formuła long-lasting.

Tusz otrzymujemy w czarnym plastikowym opakowaniu. Typowym dla firmy MAC.
Szczoteczka jest plastikowa, z krótkimi ząbkami, sztywna, nie ugina się pod ciężarem rzęs, tylko wręcz fajnie unosi je już od samej podstawy.

Tusz jest dość rzadki, jednak w żaden sposób nie utrudnia to aplikacji. Często nowe tusze muszą złapać trochę powietrza i zgęstnieć, żeby można było je bez problemu używać. Tutaj, pomimo dość wodnistej konsystencji, wszystko jest w należytym porządku. Mascara ładnie wydłuża i pogrubia rzęsy oraz świetnie je rozdziela. Trzeba jednak warstwy nakładać etapami, bo zbyt duża jednorazowa dawka tuszu może je posklejać. Jeśli jednak odczekamy chwilę przed nałożeniem kolejnej warstwy, uzyskamy imponujący efekt.

Szczoteczka przez to, że jest sztywna = precyzyjna i ma dość krótkie włosie świetnie też spisuje się na dolnych rzęsach. Nie można nie wspomnieć również o rewelacyjnej pigmentacji tuszu i pięknej intensywnej czerni jaką otula nasze rzęsy. Jeśli dodamy do tego całodniową trwałość, brak osypywania i rozmazywania oraz przyjazną, jak na wysokopółkowy produkt, cenę, to czego można chcieć więcej 🙂

Właśnie tym tuszem miałam pomalowane rzęsy na zdjęciach w recenzji różu i pomadki z konturówką z kolekcji MM, o które wiele z Was pytało 😉

Cena: 70 zł