Zużycia #5

by
Jak na koniec kolejnego miesiąca przystało, przedstawiam Wam dziś moje zużycia. Proszę się jednak mocno nie ekscytować, bo zużycia są 2-miesięczne, z miesiąca czerwca i lipca razem wzięte 🙂

Powiem tylko, że jestem z siebie nawet troszkę dumna 😀

Lancome Galateis Douceur – mleczko, które makijaż twarzy jak i oczu zmywa przyzwoicie, ale jego zapach ma w sobie coś tak drażniącego, że nie mogłam doczekać się aż się skończy (o zgrozo, mam chyba jeszcze jedno opakowanie!).

Guerlain Super Aqua-Lotion – cudowny tonik! Świetnie doczyszcza twarz i do tego rewelacyjnie nawilża! No i wspaniale pachnie! Dwie duże butle czekają kupione już na zapas 🙂

Garnier Fresh Essentials Invigorating Toner – zapomniany tonik, który znalazłam w kufrze, jeszcze z czasów szkoły 😉 przyzwoity.

Sephora Waterpoof Eye Makeup Remover – dwufazówka, która stała się mocnym zagrożeniem dla mojego ukochanego Bi-Facila! Niedługo o niej napiszę.

Lancome Renergie Refill 5x Intense Reinforcing Anti-Wrinkle Serum – pisałam o nim niedawno, nic się nie zmieniło 🙂 KLIK

Estee Lauder Idealist – na dniach będzie recenzja 😉

 Lancome Genifique Yeux – przyjemny krem pod oczy, jednak ostatnio wolę bardziej zbite konsystencje.

LUSH Oatifix – ukochana od wielu opakowań maseczka do twarzy! Pisałam o niej TUTAJ KLIK.

LUSH Dark Angels – ulubiony również od wielu opakowań peeling. Pisałam o nim TUTAJ KLIK.

Chanel Inimitable Intense – piszę na jej temat recenzję, która niedługo się pojawi 🙂

YSL Faux Cils – mój ukochany kiedyś tusz do rzęs. Zużywałam go w ilościach prawie hurtowych, potem zachciało mi się eksperymentów, ale wracam do niego zawsze  z ogromną radością i sentymentem.

Helena Rubinstein Lash Queen Fatal Blacks – mój obecny numer jeden wśród tuszy do rzęs! Recenzja KLIK.

YSL Shocking – najgorszy wysokopółkowy tusz jaki używałam. Recenzja KLIK.

Lancome Hypnose – nie wiem czy bardziej nie lubiłam Hypnose czy powyższego ^^ Shocking. Dla mnie beznadziejny!

L’biotica regenerujący krem do rzęs – pominę fakt, że po pierwszym użyciu pękła mi tubka na zgrzewie, to krem nie przyniósł żadnych rezultatów. Bubel!

Vichy ‚zielona kulka’ – mój ukochany od lat antyperspirant. Będziecie oglądać go często w zużyciach, bo na pewno długo jeszcze ze mną zostanie 😉

L’Occitane Shower Oil – bardzo przyjemny olejek pod prysznic. Niedługo o nim napiszę 🙂

LUSH Snow Fairy – płyn pod prysznic ze świątecznej limitowanej oferty. Nasze relacje, to istna huśtawka nastrojów. Czasem go kocham, czasem nienawidzę. Kwestia zapachu, który jest dość specyficzny i nie zawsze mam na niego dzień 😉

Noble Isle Summer Rising – jeden z przyjemniejszych produktów, jakie otrzymałam w glossyboxie, a to przede wszystkim zasługa obłędnego zapachu.

Yver Rocher krem do rąk – firmy YR nie lubię, krem dostałam od mamy, więc z grzeczności zaczęłam używać 😉 Mały koszmar, okropna, zbyt lekka jak dla mnie, konsystencja, nawilżanie słabe, a do tego okropnie drażniący zapach. Na plus jedynie mogę zaliczyć opakowanie z pompką.

MAC chusteczki do demakijażu – absolutnie najlepsze do zmywania swatchy z rąk! Z makijażem twarzy też radzą sobie nieźle. Koszmarem jest jednak ich ekspresowe wysychanie. Ostatnie 7 czy 8 chusteczek wyrzuciłam, bo były wyschnięte na wiór 🙁

 Carmex – chyba tego produktu nie trzeba nikomu przedstawiać 🙂 zbawca moich suchych ust!

MAC dazzleglass Stop! Look! – chyba pierwszy błyszczyk do ust jaki udało mi się zużyć. Ulubiony przez długie miesiące. Niezwykle uniwersalny, bo dawał właściwie tylko cudowną taflę na ustach, bez konkretnego koloru.

Unique One All In One Hair Treatment – odżywka do włosów z glossyboxa. Starczyła na 3 czy 4 użycia, więc sama nie wiem 😉 Cudów nie było.

Wella Thermal Image – mój ulubiony spray do włosów chroniący przez ciepłem suszarki. Zużyłam kilka opakowań (wcześniej było w niebieskiej buteleczce). Lubię w nim przede wszystkim to, że delikatnie usztywnia moje sianowate śliskie włosy.

Soraya Lactissima Forte – ulubiony żel do higieny intymnej. Niestety zmienili opakowanie i żel stał się emulsją, która z żelem nie ma już wiele wspólnego. Zostało mi jeszcze góra pół opakowania w drugiej łazience. Będę za nim tęsknić 🙁

Miniaturki / próbaski:

Lancome Visionnaire – bardzo przyjemne serum, dużo fajniejsze niż Lancomowy Genifique.

Clarins Bi-Serum – super nawilżające serum!

Estee Lauder Idealist – sama nie wiem czemu nie dorzuciłam ich do zdjęcia z pełnowymiarowym opakowaniem Idealista 😛 recenzja wkrótce.

Chanel Ultra Correction Lift – krem na noc o cudownie odżywczej konsystencji i niezwykle przyjemnym zapachu. Moja buzia bardzo się z nim polubiła.

L’Occitane Baume des Yeux – balsam pod oczy. Był przyjemny, ale zbyt balsamowaty, do tego miał dziwny zapach. Nie polubiliśmy się.

Sisley Eye and Lip Contour Balm – balsam pod oczy o zbyt rzadkiej jak dla mnie konsystencji.

Sisley Eye and Lip Contour Cream – cudowny! Wreszcie fantastyczna kremowa konsystencja. Ta malutka saszetka starczyła mi na ponad 2 tygodnie codziennego stosowania, więc niezwykle wydajny! Rewelacyjnie odżywia, nawilża i wygładza skórę pod oczami. Na usta nie stosowałam. Jak pokończę wszystkie zapasy, które mam, bardzo chętnie do niego wrócę.

 Tołpa hydro-enzymatic mask-peeling – mój pierwszy raz z peelingiem enzymatycznym zaliczam do udanych 🙂

Perfecta maseczka głęboko nawilżająca – bardzo przyjemnie nawilżająca maseczka.

Jadwiga krem bionawilżający – nie lubię oceniać kremów po 1 czy 2 użyciach, więc nie ocenię. Krzywdy mi nie zrobił.

Soraya Złoty Lifting – j.w.

A Wam drogie Panie jak idzie zużywanie? 🙂
Znacie coś z moich zdenkowanych produktów? Podzielacie moje zdanie czy może u Was było zupełnie inaczej? 🙂