Zużycia #4

by
W zeszłym miesiącu nie było czego pokazywać, więc zebrałam pustaczki z 2 miesięcy i tadadam 😀

Tak w kupie przedstawiają się moje zużycia z kwietnia i maja.

No to lecimy 🙂

 Bioderma Sensibio H2O – tego produktu nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Było to moje pierwsze spotkanie ze sławetnym już micelkiem i na pewno nie ostatnie. Bardzo się polubiliśmy!

Lancome Bi-Facil – kolejna butelczyna mojej ukochanej dwufazówki. Następna butla w użyciu. Od ponad roku używam regularnie, ale znalazłam chyba dobrego następcę. Co istotne sporo tańszego 🙂

Estee Lauder Advanced Night Repair Eye – następny z grupy moich ulubionych. Nie wiem które to już opakowanie, ale na pewno się jeszcze spotkamy (choćby dlatego, że jeden czeka w zapasie :P). Świetnie nawilża skórę pod oczami, wygładza linie, super zarówno na dzień pod makijaż, jak i na noc.

Lancome Renergie Refill Yeux – dorwałam go czas jakiś temu na lotnisku, ale znalezienie jakichkolwiek informacji na jego temat w necie graniczy z cudem, w związku z czym chyba został wycofany? Bardzo przyzwoity kremik. Plus wielki za pompkowe opakowanie.

Kanebo Sensai Eye Contour Cream – moje pierwsze spotkanie z Kanebo i bardzo żałuję, że dopiero teraz, bo krem jest rewelacyjny! Na pewno, przy kolejnym opakowaniu, które czeka na swoją kolej, poświęcę mu osobnego posta.

MAC Prep + Prime Skin Brightening Serum – moje najnowsze MACowe odkrycie, o którym co dopiero Wam pisałam KLIK.

Lancome Hydra Zen – kiedyś go bardzo lubiłam, z czasem zaczął mnie denerwować, choć był w porządku. Nieźle nawilżał i świetnie nadawał się pod makijaż. Została mi jeszcze jedna miniaturka, nie wiem czy się przemęczę 😉

MAC Studio Moisture Cream – kolejne zdenkowane opakowanie tego kremu, a on nadal tak samo świetny jak na samym początku!

Diorshow Extase – brzydal okropnie sklejał rzęsy. Z radością się żegnamy.

LUSH It’s Raining Men – kocham i wielbię. Pisałam o nim TUTAJ.

LUSH Glogg – miłości, jak w przypadku delikwenta piętro wyżej ^^^ nie ma, ale bardzo się lubimy. Możecie o nim poczytać TUTAJ.

L’Occitane Cerisier Princesse – jejku, jak to cudownie pachniało! Mega relaksujący, upajający zapach! Chętnie kupiłabym ponownie, ale chyba była to limitowana edycja.

La Roche-Posay Lipikar Baume AP – mój absolutny zwycięzca w walce z suchą skórą! Przeczytacie o nim TUTAJ.

Bliss Blood Orange + White Pepper Body Butter – miniatura z Glossyboxa, cudownie pachniał pomarańczami, w związku z czym musiałam używać go w ukryciu przed mężem, który jest alergikiem 😉 Na szczęście okazał się średniakiem i nie zawita już w naszych progach.

Vichy NutriExtra Cream – tak na niego liczyłam, a okazał się jednym wielkim koszmarem. Nie nawilżał wcale, a do tego po chwili od nałożenia zaczynał się jakby łuszczyć i kulać po skórze. Okropny!

L’Occitane Cerisier Princesse – lotion do ciała z serii wiśniowej tej samej co chwilkę temu płyn. Równie cudowny zapach i to tyle. Pachnący krem do ciała. Nawilżenia brak.

Clarins Extra Firming Body Cream – kolejna miniaturka z Glossyboxa. Przyjemniaczek, ale dupy nie urwał. Pełnowymiarowe opakowanie 200 ml kosztuje 230 zł. Szok!

Vichy ‚zielona kulka’ – moje antyperspirantowe KWC!

Neutrogena Hand Cream Concentrated – mocno skoncentrowany krem do rąk o przyjemnym zapachu i całkiem niezłym działaniu. Konsystencja trochę kleista, więc dla mnie to typowy krem na noc. Nawilżenie rąk widoczne nagim okiem. Kiedyś się pewnie jeszcze spotkamy.

Sally Hansen zmywacz do paznokci – kolejna butla, bardziej z przyzwyczajenia niż wielkiej miłości czy sentymentu. Zmywacz jak zmywacz 😉

Próbaski:

Lancome Visionnaire – bardzo przyjemne serum. Efektów spektakularnych brak, ale czego spodziewać się po takim maluszku.

Sephora Instant Moisturizer – kolejne saszetki kremu, który bardzo lubię, bo świetnie nawilża i super nadaje się pod makijaż.

Missha Signature Real Complete B.B Cream – fanką bebików nie jestem, próbaska zużyłam z przyjemnością, ale bez szybszego bicia serca.

Maseczki: odżywcza z Perfecty, która okazała się faktycznie mocno odżywcza, oraz nawilżające Rossmanowe, które okazały się mniej nawilżające niż na początku myślałam.

 A Wam moje drogie jak idzie zużywanie? Mi raz lepiej raz gorzej, ale staram się jak mogę 🙂

No i przy okazji wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Dzieciaka :*
Mam nadzieję, że miło spędziłyście dzień.
Ja biegałam po mieście.. Poszłam powzdychać do ‚mojej’ torebki Michaela Korsa i żeby było mało zakochałam się w kolejnej, tym razem Mulberry. Jest przepiękna, ale jej cena wykracza niestety już poza mój budżet :/ ehhh