Ślubnie cz. 2

by
Najważniejsze dla nas kobiet w Tym Dniu, to to jak wyglądamy, czyli w dużej mierze suknia ślubna. W większości przypadków wybór ciężki, biorąc pod uwagę ilość dostępnych kolorów, odcieni, fasonów i modeli. Moja rada, przymierzajcie ile się da. Oczywiście też nie za dużo, żeby nie zwariować, ale postarajcie się przymierzyć różne kroje, nawet te które na pierwszy rzut oka nie do końca Was przekonują. Zdajcie się też troszkę na rady i wskazówki Pań pracujących w salonach. One sporo już widziały i często wiedzą co komu może pasować, a co nie. Ja sama na swoją suknię nie zwróciłam uwagi, bo była bardzo zwyczajna, a chciałam cyrkonie i świecidełka. Przymierzyłam ją tylko dlatego, że Pani była przekonana, że będzie mi pasować. Założyłam.. i się popłakałam. Strzał w dziesiątkę! Nie chciałam zdjąć! 🙂 Od razu poczułam, że to jest właśnie TO!

Jak już sukienkę wybierzecie, zamówicie i zapłacicie, pilnujcie wszystkiego! Zwracajcie uwagę na każdy szczegół i mówcie dobitnie jakie są Wasze oczekiwania. Dla Pań, to chleb powszedni i suknia nr 2597, dla Was najważniejszy dzień w życiu i jedyna, wyjątkowa, wymarzona suknia ślubna! Nie dajcie się zbyć i wmówić sobie, że jest ok, jak nie jest. Mi próbowano wcisnąć za dużą sukienkę, mówiąc, że takie miary pobrano i zgodnie z nimi została uszyta, a ja widocznie schudłam. Guzik prawda, nie schudłam nic! A nawet jeśli, to przed ślubem większość z nas gubi kilka kilo i trzeba to zawsze brać pod uwagę. U mnie dokładnie dopasowana suknia była o tyle istotna, że mam duży biust i cała suknia musiała trzymać się na talii. W związku z tym nie mogła być za duża, bo biust by ją ściągnął w dół i by spadła. Na każdym spotkaniu przymiarkowym to podkreślałam i o to prosiłam. Ostatecznie wyszło inaczej. 2 dni przed ślubem, gdy pojechałam suknię odebrać, miałam wrażenie, że nie zmieniło się w niej nic od wcześniejszej przymiarki i nadal była sporo za duża. Po dość ostrej wymianie zdań z panią krawcową suknia poszła do zmniejszenia, a ja utknęłam w salonie na cały wieczór. Siedziałam tam do 22ej i czekałam na cud. Całe szczęście suknię zmniejszono i mogłam z ulgą wracać do domu. Jednak co mnie to nerwów kosztowało, to już inna kwestia. Dlatego też pilnujcie wszystkiego i mówcie wprost jeśli jest coś nie tak! Płacicie za to duże pieniądze i musi być idealnie!

Mamy suknię i co dalej? Hulaj duszo 🙂 Bolerko czy nie? Wasza decyzja. Ja nie miałam, bo upały były nie do wytrzymania, a ramiona w kościele miałam przykryte welonem. Jeśli suknia z trenem, to wybierzcie krótszy welon. Jeśli bez, to zaszalejcie z długim. Butki? Przede wszystkim wygodne 🙂 Fryzura? Taka, w jakiej czujecie się dobrze. Kwiaty? Niech poniesie fantazja. To Wasz dzień i to jak będziecie wyglądać zależy tylko i wyłącznie od Was.

Ja postawiłam na minimalizm. Suknię miałam skromną, więc moje świecidełkowe marzenia spełniłam w welonie, który był pokryty cyrkoniami Swarovskiego.

W biżuterii ograniczyłam się do małych kolczyków i bransoletki (teraz by była tylko Pandorka) oraz pierścionka zaręczynowego i pierścionka ślubnego, który dostałam od męża dzień przed. Butki miałam fioletowe, bo nigdy nie byłam fanką białych 😉

Do tego miałam bukiet fioletowych kandadesek.

Natomiast mąż, świadek, mój brat i tatusiowe mieli fioletowe kandadeski w butonierkach, a świadkowa oraz mamy kandadeskowe korsarze.

Włosy miałam spięte na gładko, bez żadnych udziwnień, z tyłu wpięta również była kandadeska, taka sama jak w bukiecie.

Makijaż.. oczywiście fioletowy 🙂 Ale o nim w następnym odcinku 😉

No i pamiętajcie. Coś starego, nowego, pożyczonego i niebieskiego 🙂

c. d. n.