Ślubnie cz. 1

by
Wielkimi krokami zbliża się gorący okres ślubny. Oj, jakbym chciała raz jeszcze móc go przeżyć 🙂 Niestety Ten Dzień mam już za sobą i czasu nie da się cofnąć. Niemniej jednak pomyślałam, że ‚przeżyję’ to jeszcze raz i napiszę Wam co nie co na temat Tego Dnia, nie tylko pod kątem makijażu, ale może też jakieś rady, wskazówki doświadczonej mężatki 😛 Wiem, że część z Was ma go dopiero przed sobą (tak Aliss, na Ciebie patrzę :P), dlatego pomyślałam o takim małym poradniku przedślubnym 🙂 Chcecie?
Za mąż wyszłam już prawie 2 lata temu. Dokładnie 12 czerwca 2010 roku. Był to najcudowniejszy dzień w moim życiu!
Wszystkie wiemy, że przygotowaniom towarzyszy wielki stres, bo czas goni, a przygotowań cała masa. Zwłaszcza dla nas, mieszkających poza granicami kraju. Większość spraw trzeba załatwiać na odległość, albo latać do Polski co kilka tygodni. Ja byłam, jestem, w o tyle korzystnej sytuacji, że jestem managerem i sama ustalam grafik pracy dla siebie oraz pracowników, więc urlop brałam kiedy tylko chciałam. Na pół roku przed ślubem, latałam do Polski średnio co miesiąc 🙂 
Koniec końców wszystko się udało 🙂 Jednak w Tym Dniu nie miało to wielkiego znaczenia. Nie było nic ważniejszego, jak to, że staję się Żoną swojego Męża 🙂 Wszystkie inne sprawy poszły na bok, choć oczywiście w miarę możliwości starałam się, aby wszystko było dopięte na ostatni guzik, aby uniknąć stresowych sytuacji. Jednak już z samego rana w sobotę, gdy doszło do mnie, że to już dziś, nic innego się nie liczyło. Nie liczył się bukiet, choć był cudowny.. nie liczył się samochód, który wiózł nas do ślubu, choć był wspaniały.. nie liczył się wystrój sali, choć był taki jaki sobie wymarzyłam.. nie liczyli się goście, którzy na kilka dni przed ślubem nam odmówili, bo byli z nami Ci którzy tego naprawdę chcieli.. nie liczyło się nic, tylko to, że wychodzę za mąż za faceta, którego kocham i który kocha mnie! To było najważniejsze! 🙂 
Takiego podejścia życzę Wam moje Kochane przyszłe mężatki. Uwierzcie, że wszystko się uda, a nawet jeśli coś nie wyjdzie tak jak sobie zaplanowałyście, to nie to jest w tym dniu ważne 🙂
Dziewczynki, jeśli chcecie ciąg dalszy dajcie znać w komentarzach 🙂
  • Jak ja bardzo chciałabym już planować ślub… 🙂 To musi być wspaniały dzień 🙂 Ja chcę ciąg dalszy 🙂

    • Ja też 😀
      Choć swojego ślubu nie planuję, bo i kandydata brak, to bardzo lubię tą tematykę, programy w tv itd. Tak więc czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy i zdjęcia 😀

    • A mnie się z kolei do ślubu nijak nie spieszyło, odwlekałam jak mogłam 😀

  • Mój ślub za 3 dni i właśnie to wszystko przeżywam 😀

    • ooo ale super!! wszystkiego dobrego Kochana!!:)

    • wszystkiego najlepszego Izulka! 🙂

    • Izulka, gratulacje 🙂

  • czy chcemy???ja chcę koniecznie!! pięknie to napisałaś – czasami w wirze tycvh przygotowań można zapomnieć po co się w ogóle to robi 🙂 a w to jeden z najważniejszych dni w życiu dwojga ludzi 🙂 w końcu nie bez kozery ślubuje się to co się ślubuje…pisz pisz – ja jeszcze nie mężatka więc z chęcią poczytam, do tego moja siostra w tymr oku wychodzi za mąż więc możesz też zrobić poradnik świadkowej jak dobrze wspierać panią młodą 🙂 no i chcę duuużo zdjęć, jeżeli możesz pokaż jak wyglądałaś w tym dniu, sukienka, makijaż, fryzura 🙂 :*

    • dokładnie! w tym pędzie i pogoni za idealnym ślubem z bajki, zapomina się czasem o najważniejszym!
      pokażę na pewno 🙂

    • wiesz ja też pracowałam w restauracji i obsłużyłam w swoim życiu trochę tych wesel i niektóre panie młode to świrowały wręcz i jakieś dziwne rzeczy wymyślały i szukały problemów sobi ena siłę a były też takie co od razu widać było,że są po prostu szczęśliwe i chociażby huragan przeszedł to byłyby dalej szczęśliwe ;] kwestia nastawienia iw rzucenia na luz, ja się śmieję że moją siostrę będę 2 tyg wcześniej podlewać melisą, bo ona jest osobą strasznie przeżywającą wszystko, więc w dniu ślubu wykończy siebie i mnie 😀

    • no ja myślę, że to wszystko zależy od podejścia Panny Młodej do całego wydarzenia.. ja jestem również mega choleryczką i normalnie bym pewnie w furię wpadła 😉 ale w Tym Dniu nie to było najważniejsze.. 🙂

    • O Martii, ja jako druga choleryczka przyznaję Ci racje 😉 Jednak tego dnia wyjątkowo nerwy miałam na wodzy i nawet spóźnienie teściów nie zepsuło mi dnia, chociaż po wszystkim myślalam ze ich zamorduje 😀

    • no ale z drugiej strony (bo ja też choleryczka i „przeżywaczka” do kwadratu) to szlag człowieka może trafić jak płaci słono za przyjęcie ślubne, wieczorem zajeżdża na udekorowaną juz salę, a tam na białych obrusach tłuste plamy wielkości ludzkiej głowy, na co drugim, w tym na tym dla Młodych i teściów… jestem w stanie zrozumieć też osoby, które wszystko planują i chcą żeby było ładnie bo to w końcu jedyny taki dzień w życiu… teraz te plamy wspominam ze śmiechem, ale pamiętam swoją wściekłość wtedy… 😉 ahhh Marti, przywołałaś tym postem wspomnienia :)))

    • Kasiajek tez choleryk? Ehehe 😀 to ja się już wcale nie dziwię, czemu pożarłam sie z Tobą i Martą 😉

    • Kasiek, no ja ‚przeżywaczka’ też 🙂 na szczęście takich hardkorowych sytuacji u nas nie było.. niemniej jednak po co denerwować się na coś, na co nie ma się wpływu.. 🙂 a z perspektywy czasu, do wszystkiego nabiera się jeszcze większego dystansu 🙂

  • Ja jakos w ogole nie kojarze tego dnia ze stresem 🙂 … co prawda moj slub byl maly i tylko cywilny ale za to byl tez dokladnie taki jak chcialam. Ja od zawsze dostawlam wysypki na slowo wesele ;D

    sama sie pomalowalam, sama sobie zrobilam wlosy i z efektu do tej pory jestem zadowolona 😀 … i bardzo cieplo wspominam ten dzien 🙂

    • to właśnie o to chodzi – żeby go dobrze wspominać, a każda para ma inne upodobania, ważne żeby było tak jak chcą, czy hucznie czy skromnie….ważne że po swojemu ;]

    • Sroczko, o to właśnie chodzi.. ma być tak jak my chcemy 🙂

  • ślub brrrrr 😛

    • nie wymyślaj! 😛 to piękny dzień! 🙂

    • ja nie wymyślam, to życie pisze takie scenariusze 😛
      każda pisze o stesie to mi nie mów bo pięknie to nie brzmi LOL

    • no, ale właśnie to wszystko jest piękne 🙂 stres jest przed, ale w trakcie już nie 🙂 tak bynajmniej było w moim przypadku 🙂

    • poka lepiej sukamnę 😛

    • Ja na pewno byłabym masakrycznie zestresowana. Wiem jak bardzo przeżywałam świadkowanie na ślubie brata i przyjaciółki.. Bardzo mnie wzruszają śluby innych osób, więc gdyby dotyczyło to mnie samej, to pewnie zwariowałabym ze szczęścia, nerwów i strachu czy wszystko się uda.. 😉

    • Obs, Ty to tak od razu z grubej rury 😛 spoko loko i na to przyjdzie czas 😀

      Yasinisi, w dniu ślubu są takie emocje, że ciężko przewidzieć swoje zachowanie 🙂 ja też jestem straszną płaczką i nerwuską.. na ślubie stresik sobie poszedł i ani łezki nie uroniłam 🙂

    • Pewnie masz racje.. A przynajmniej mam nadzieję, że jeśli się kiedyś doczekam, to nie będę ryczeć przed ołtarzem 😉

    • Ja kiedyś myślałam, ze się pewno popłaczę przez ołtarzem, ale kiedy przyszedł ten moment nic takiego nie nastąpiło, cały czas się usmiechałam za to, nawet jak mówiłam słowa przysięgi 🙂

  • Ojej jak milo sie czyta takie posty:) mysle ze moj slub jeszce dlugo dlugo przede mna:) ale mimo wszytko fajnie bylo teraz zanurzyc sie w wyobraxni:)

  • mój slub był tego samego dnia O! 😀

    • ooo, super 🙂 gratulacje 🙂

  • uwielbiam historie ślubne więc chcę więcej ! 😀

    ja jestem mężatką z bardzo małym stażem – zaledwie 8 miesięcy 🙂 więc dzień ślubu pamiętam jakby to było wczoraj 🙂 myśmy mieli ogromny stres w dzien slubu wszystko dlatego, że drzwi w domu moich rodziców odmowiły współpracy i się zablokowały…a u nich była sukienka i wszystkie gadżety panny młodej 😉 także na kilka godzin przed ślubem wzywaliśmy ślusarza, a ja miałam już wizję, że idę do ślubu w koszuli w kratę i w jeansach 😀

    • o matko, jaka przygoda 🙂 będziesz miała co dzieciom opowiadać 🙂 u nas na szczęście obyło się bez większych wpadek 🙂

    • Historia jak z filmu.. 😉
      Marti ma rację.. Będzie co opowiadać dzieciom i wnukom 😀

  • Maaarti kochana, chcę więcej! 😀 wiesz o tym doskonale 😉 będzie mi raźniej :* mua!

    • będzie dla Ciebie Alissku :*

    • Ja też poproszę o taką prywatę.

    • Dołaczam się do Krzykli 🙂

    • JUPIII! :)) To ja już mam zaciesz i czekam :))

  • ja też się nie mogę doczekać już swojego ślubu….tylko kiedy to będzie 🙂 heheehhe

  • ja miałam ślub cywilny i potem tylko uroczysty obiad dla na prawdę najbliższej rodziny, bo nie dla mnie weselicha 😉
    liczył się tylko fakt poślubienia tego mojego chrapacza 😉

    • no i ten fakt jest w Tym Dniu najważniejszy 🙂

  • Twój opis brzmi fantastycznie.. Mam nadzieję, że i ja kiedyś będę mogła tak opisać swój ślub..

    • na pewno 🙂 na wszystko przyjdzie czas 🙂

    • Mam taką nadzieję 😀

  • Cieszę się, że tak dojrzale patrzysz na ślub.
    Komuś, kto przywiązuje dużą wagę do tego, co w środku ludzia czytanie takiej recenzji sprawia przyjemność.

    Tak sobie myślę, że kobieta, której facet [szczerze] deklaruje któregoś dnia, że to właśnie ona jest tą, która nada sens jego życiu, że on chce być z nią bez względu na to, co ich spotka – ma prawo nazywać siebie najszczęśliwszą osobą na Ziemi 🙂

    Z całego serca życzę Wam oraz zainteresowanym dziewczynom i ich mężom prawdziwej wzajemnej miłości przez całe życie. Prawdziwa miłość może się zmieniać, ale nigdy nie słabnie 🙂

    _______________________________
    Zajęczaku, przestań mentorować, zrozumiano?!^

    • dokładnie Zajączku o to chodzi 🙂 dziękujemy :*

  • A ja jestem z tych, które nigdy nie marzyły o białej sukni, weselu. Kiedyś na tę myśl dostawałam dreszczy. Teraz może już nie jestem tak radykalna, ale wciąż stoję przy swoim.

    Na szczęście z moim M. dobraliśmy się pod tym względem i jeśli kiedyś postanowiły się pobrać to „po cichu”, tylko ślub cywilny. Tak więc te wszystkie okołoślubne marzenia na szczęście są mi obce :))

    Ale wszystkim, dla których jest to tak ważne, życzę powodzenia i spełniania ślubnych marzeń :))

    • każda z nas ma inne marzenia i wyobrażenia.. jedni robią weselicha na 300 osób.. a inni wcale 🙂 ma być tak jak my chcemy i już 🙂

  • Mnie już 8 roczek idzie aż nie wiem kiedy tak zleciało 🙂
    Wspominam raczej przyjemnie, 0 stresu, trochę nerwów czy wszystko dobrze powtórzę w kościele. Więcej nerwów miał jednak mój mąż, który z kościołem tak trochę nie bardzo…

    • Ohoho, 8 to już sporo 🙂

    • gratulacje Kochana pięknego stażu 🙂

  • Ola

    Za jakieś 10 lat, gdy znajdzie się ktoś kto zechce mnie poślubić, postaram się mieć podobne podejście (;

  • Jak ja bym chciała już swój ślub planować… Mam kandydata, nawet mnie zapierścionkował, tylko studia warto by było najpierw skończyć i trochę funduszy uzbierać 🙂

  • A ja mam lenia ;P

  • Zazdroszczę cudownego ślubu! Mój czeka mnie za conajmniej 10 lat! 😀

  • Ja na swoim zrobiłam trzy kroki pod rękę z moim Tatą w kościele i poczułam jak pończocha samonośna frywolnie zsuwa mi się z uda i leci w dół… I to rozładowało całą atmosferę…tzn – w moim wnętrzu, bo zewnętrznie nie było jej na szczęście spod sukienki widać 😉 wyobrażam sobie ryk śmiechu w Kościele jak by tak wylazła ta pończocha za mną niczym tren…
    Także radę dla przyszłych Panien Młodych mam jedną – żadnych samonośnych pończoch, chyba, że z seksownym pasem, bo bez – niestety może być problem 😉

    • Fajna historia 🙂 Uśmiechnęłam się czytając to 🙂

    • ahahaha.. dobre 🙂 już Cię widzę z ciągnącą się pończochą 😛 moje na szczęście nie spadły 🙂

    • Moje też nie spadły, trzymały się cholery. 😀

    • Heh, ale historia Kasiaj 🙂 Ja bym chyba nie zdzierzyła i gdzies spróbowała na boku to poprawić, bo tak iść z opadającą pończochą mimo że nie widać, to jednak nie na moje nerwy :]
      W sumie też miałam samonośki, ale mimo iż jestem chudzielec, dzielnie się trzymały bez opadania.

    • Świetne! 😀

      Idziesz, a tu taka dżdżownica za Tobą ;D

    • No, mówię Wam 😀 Komedia… chyba nawet na nagraniu weselnym słychać mój szept do Taty „rany pończocha mi zlatuje” czy coś w ten deseń… 😀 hihi
      To ja nie wiem, może nie umiem ich zakładać, ale w domu, w trakcie przygotowań się wszystko trzymało, i potem na zabawie też… tylko w tym kościele…
      Seven Of Nine – nie było jak, przecie cały Kościół na Ciebie patrzy a Ty stoisz jak na świeczniku… Zatrzymała mi sie gdzieś na wysokości kolana na szczęście, ale juz miałam wizje Zajączkowe :)))

    • No tak, rozumiem, to się tak łatwo mówi po fakcie i z dystansu, a gdyby mi się cos takiego przydarzyło, to pewnie też musiałabym jakoś wytrzymać az będę mogła poprawić :]
      Dobrze, ze na wysokości kolana, bo mogło być gorzej 😉

    • To musiał być ładny stresik, na szczęści suknie długie 😀 ale z pewnością można się poczuć nieswojo 😀

  • Bardzo fajny wpis 🙂 Ogólnie oddałaś tutaj to co najważniejsze!
    Oczywiście z chęcią poczytam dalsze części 🙂

  • Cudni cudnie ale to wszystko przeraża. ślub jeszcze bym przeżyłą ale wesela jako imprezy jakoś nie mogę sobie wyobrazić :/

    • ale przecież nie ma odgórnego obowiązku robienia wesela 🙂 może być sam ślub, a potem prosto do samolotu w podróż poślubną 🙂

    • O włąsnie, Marti ma rację , przecież to od nas samych zalezy jak będzie. To nasz ślub, a nie innych, dla siebie więc robimy,a nie dla reszty 😉 Wydaje mi się czasem, że wiele dziewczyn o tym zapomina i mimo marzeń o takim ślubie czy takim decyduje się na „standardowy”, bo „co rodzina powie”. A to błąd.

    • Miało wszędzie pisać „wesele” nie „slub” – zakręciłam się 😀

    • O, to mi bardziej pasuje 😉

  • Ja też bardzo, ale bardzo mocno chcę kolejnego postu z tej serii, w ogóle najchętniej to chciałabym zobaczyć jakieś fociaki z weselicha, albo piekną Martuchę w kiecce <3 ;D

    Zresztą, Twoj opis slubu i obrzadku milosci jest tak piekny, ze nie potrzebuje juz faceta, zakochalam sie w samej idei ;D

    • coś Wam wrzucę 🙂 idea sama jest piękna.. ale uwierz, warto to przeżyć 🙂

  • my też obchodzimy w czerwcu kolejną rocznicę ślubu, mianowicie 3 czerwca stuknie nam szósta 🙂

  • Pewnie, że chcemy! Wprawdzie do ślubu mi jeszcze daleko, ale warto zawczasu zebrać trochę informacji od koleżanek, które mają to za sobą 🙂

  • Halo, tu mężatka z 25 października 2008, ślubne sprawy załatwione w ciągu tygodnia, dopięte i zakończone w półtora miesiąca. Stresu nie odnotowano, a tańczono do białego rana. Ślub był kościelny, choć z kościołem ja się mijam i w tym kościele niemiłych rzeczy doznałam razy kilka, moze i naście, a w dniu slubu to tylko parę, ale żem zajebista, to się nie przejęłam.

    Włosy – tragedia, makijaż – tragedia, bukiet – nie taki, kosciół w remoncie i nie ozdobiony, samochód wiózł nas zaulkami bo tak szybciej i taniej ;o po slubie nikt nie czekał aż pierwsi pojedziemy tylko po pojechali wszyscy na salę zajać miejsca,, kamerzysta nie miał szans na odpowiednie ujecia, u fotografa słabo wyszło i za zimno na plener, sala strasznie ciasna, ale jaka zajebista impreza była. 😀 Normalnie wyhulałam się, ludziska się wyhulali, parkiet pełny non stop. Było spoczko, w nic nie wnikałam, było mi luzik, tylko z perspektywy czasu bym się ładniejszą zrobiła i inną suknię nałozyła… 😉

    Jedyny nerw był dwa dni przed ślubem przy odbiorze sukni i ost przymiarce, bo była inaczej szyta spódnica niż zamawiałam. ;o A miałam fotki na potwierdzenie bo się wypierały. Okazało sie, ze model który mierzyłam był szyty na zamówienie i zmieniany wg zaleceń poprzedniej klientki i został już sprzedany a standardowy jest inny , no ale ja się wsciekłam, ze co innego zamówiłam, więc całą noc krawcowe szyły mi suknie i dzień przed slubem miałam cacy w domu. ;]

    Z jakiego powodu było mi przykro, no z pustych kopert i to nie z mojej strony, ani od przyjaciół, bo wszystkie były przez nich podpisane… No i z wpierania, zebym sobie tylko nie myslała, ze to z ich rodziny, bla bla bla, mniejsza o to, by był kwas. ;p No i troszki smutno mi, bo nie mialam żadnej podróży poślubnej, właściwie nie mialam zadnej jeszcze wycieczki/urlopu wspólnego ni nic od ślubu. 🙂

    A tak wgl to no stress, ślub to po prostu większa impreza. 😀

    • szkoda, że mnie tam nie było 😀

    • Vilko, my też podróży ślubnej jeszcze nie doczekaliśmy, bo nie ma kiedy.. a jak mamy jakiekolwiek wolne, to latamy do PL 😉

    • Obsession, mamuś, mówiłam byś tyle pikolo nie piła, toć Ty nawet nie pamiętasz ślubu własnej córy! ;p

      Marti, no u nas nawet jak urlop był brany, to i tak wspólnie go nie spędzaliśmy, bo mój luby tylko więcej wtedy pracuje. 🙁 Idzie zwariować, żadnych wspólnych weekendów, ani urlopów, nic. A jak razem jakiś dzień wolny spędzaliśmy, to dlatego, ze trzeba było się z dzieckiem daleko po lekarzach tłuc. Ale spoko, moze za rok, czy dwa uda nam się trochę na prostą wyjść i nad jakieś jeziorko chociaż wyjechać na trzy dni.

    • Ach, zapomniałam napisać, że na moim weselichu było najpyszniejsze jedzenie i było go tak ogromnie dużo, że na stołach się nie mieściło, a po imprezie mogliśmy obdarować obficie całą rodzinę, czyli z 70 osób, bo już znajomki nie chcieli nic. xD Byliśmy w szoku, pysznie, różnorodnie, obficie i tak śmiesznie tanio, że szkoda gadać. 🙂

  • liczę na ciąg dalszy 😉

    • Właśnie! Dawać ciąg dalszy!! 🙂

  • Śliczny welon 🙂
    Mnie raczej planowanie ślubu nie będzie dane- przynajmniej w najbliższym stuleciu 😀

  • Ja mam nadzieję, że kiedyś i ja swojego ślubu się doczekam 😉 welon kochana miałaś śliczny 🙂 dobrze zachować miłe wspomnienia z tamtych chwil. A psoty na ten temat dobra rzecz 🙂

  • Chcę kolejne wpisy, bo u mnie to już za miesiąc i 9 dni 😉

  • Widzę, że nie tylko u mnie goście odmawiali kilka dni przed ślubem, chociaż moi rekordziści odmówili w piątek a w sobotę był ślub…

  • Kochana, tak patrzę na Twoją date ślubu, przecieram oczy i jestem zaszokowana. To również moja data:))))
    To był najszcześliwszy dzień 12.06.2010!!!!

    • piękna data! 🙂