Zużycia #3

by
Znów z maleńkim opóźnieniem, ale udało mi się w końcu obfocić moje zeszłomiesięczne zużycia 🙂 Ta dadadam 😀

LUSH Buche De Noel – czyścik do twarzy, który uwielbiam od pierwszego zetknięcia. Pisałam o nim tutaj i nic od tej pory się nie zmieniło. Może jedynie to, że z każdym opakowanie wielbię coraz bardziej. To moje 4 czy 5 opakowanie i z niecierpliwością czekam aż znów się pojawi.

LUSH Dark Angels – mój ukochany od 4 opakowań (5te w użyciu) peeling. Używam zarówno do twarzy, jak i ciała. Cudowny drapak. Pisałam o nim tutaj.

Lancome Bi-Facil – dwufazówka do oczu. Bardzo lubię i zużywam chyba litrami, biorąc pod uwagę, że w zeszłym miesiącu też go zużyłam 🙂

Perfecta Płyn Micelarny – przez długi czas był moim faworytem. Jest tani, a zmywa naprawdę wszystko. To jest akurat wersja do cery naczynkowej, ale używałam też pozostałych wersji i były równie świetne. Zużyłam już chyba kilkanaście buteleczek. Obecnie mam sławetną Biodermę, ale do Perfecty na pewno wrócę.


Estee Lauder Advanced Night Repair – krem pod oczy, po którego zawsze chętnie sięgam, zwłaszcza gdy uda mi się kupić go ciut taniej, na przykład na lotnisku czy w outlecie 😉 Ładnie nawilża / natłuszcza i delikatnie wygładza linie. Świetny również pod makijaż, choć ja stosuję go głównie na noc.


MAC Fast Response Eye Cream – krem pod oczy, delikatnie wygładza skórę pod oczami i idealnie zachowuje się pod makijażem. Plusem jest też opakowanie, czyli wygodna i higieniczna tubeczka z dziubkiem. To moje 2 opakowanie i kiedyś na pewno kupię kolejne.

MAC Studio Moisture Cream – krem nawilżający, który bardzo lubię, bo naprawdę fajnie nawilża i przede wszystkim idealnie nadaje się pod makijaż. Dość szybko się wchłania, więc można nakładać podkład właściwie od razu, co jest dla mnie ogromnym plusem. Nie wiem ile opakowań zużyłam, ale na pewno sporo i to nie jest ostatnie.


Guerlain Parure Aqua – co najmniej zużycie roku 🙂 to pierwszy podkład, jaki udało mi się, w moim prawie już 32 letnim życiu, zdenkować, co przy mojej miłości do podkładów jako tako i posiadaniu oraz używaniu kilku na zmianę, jest wielkim sukcesem! Mogę powiedzieć z ogromną stanowczością, że to mój podkładowy KWC! Peany pochwalne na jego temat głosiłam tutaj. Na pewno kupię kolejny i to szybko 🙂

Chanel Inimitable Intense Mascara – miniaturka tuszu, jaką dostałam przy zamówieniu Chanelowej bazy brązującej. Polubiliśmy się i to bardzo. Na tyle, że kupiłam pełnowymiarowe opakowanie. Napiszę o niej wkrótce.

Dr. Bronner’s Magic Liquid Soap – mydełko w płynie z lutowego Glossyboxa. Przyjemne, trochę olejkowe, fajnie, delikatnie natłuszczało łapki. Nie kupię jednak, bo przy dziurce, z której mydełko owe się wydobywa, robiły się ogromne gluty i często były problemy z jego wydobyciem. Nawet jeśli buteleczka była zamknięta i dzyndzel od korka wchodził w tę dziurkę, co teoretycznie powinno zapobiegać takim rzeczom. Nadal robiły się w niej gluty, które blokowały ujście mydła. Do tego otwarcie korka było niemałym wyzwaniem, parę razy pozbyło mnie prawie paznokcia. Dla mnie to nie do przeskoczenia, bo ręce myję często i stanowiło to spory dyskomfort używania. Nawet jeśli mydełko samo w sobie było w porządku.

LUSH Handy Gurugu – krem do rąk, który bardzo lubię i przez długą chwilę był nawet moim must have. To moje 3 opakowanie, jednak chwilowo robię sobie od niego przerwę, bo chcę popróbować kremów L’Occitane. Niemniej jednak było bardzo przyzwoite.

LUSH Dirty – płyn pod prysznic. Kolejna buteleczka i nie ostatnia. Nie jest mi do życia niezbędny, ale się lubimy. Choć w łazience znajduje się głównie przez i dla mojego męża, ja również chętnie po niego sięgam. Pisałam o nim tutaj.

AA Migdałowy Balsam Do Ciała – migdałowy balsam do ciała do bardzo suchej skóry. Sama nie wiem. Do skóry bardzo suchej, to raczej nie. Dupy nie urywał. Jak widać na załączonym obrazku, nawet wykończyć go nie mogłam. Nie kupię ponownie.

Como Shambhala Invigorate Body Lotion – lotion z lutowego Glossyboxa. Okropieństwo! Nawilża tyle co nic, do tego okropnie daje geranium, co przyprawiało mnie o duszności. Również nie dałam rady dojść do końca. Z radością macham mu łapką na pożegnanie.

Seward Mediter Olea Mask – maska do włosów. Bardzo fajna w użyciu, o delikatnym, przyjemnym zapachu. Ułatwia rozczesywanie oraz układanie włosów. Wierzę też, że je odżywia.

Próbaski:

Lancome Genifique – kolejne próbaski Lancomowego serum. Nie jest złe, ale nadal twierdzę, że Estee Lauder ANR jest lepszy. Na pewno nie kupię pełnowymiarowego opakowania. Chyba, że znów na drodze mojej pojawią się takie maleństwa, to chętnie przygarnę i poużywam 😉

La Roche-Posay Hydreane Legere – nie lubię wypowiadać się o kosmetyku po użyciu tylko jednej małej saszetki. Krzywdy nie zrobił, ale nie zrobił też nic takiego co by zwróciło moją uwagę.

Sephora Instant Moisturizer – choć na zdjęciu jedna saszetka, to zużyłam ich jakiś czas temu dużo więcej. Kremik jest bardzo fajny. Dobrze nawilża, świetny pod makijaż i do tego wydaje się być wydajny – taka saszetka starczała mi na porządne 3 użycia. Nie wykluczam opcji kupienia go kiedyś w przyszłości, ale na razie mam niemałe zapasy, które najpierw muszę zużyć.

Maseczki: te z lewej – nawilżająca z Perfecty oraz Rossmannowe – rzeczywiście świetnie nawilżają i na pewno kupię ich więcej. Te z prawej natomiast – liftingująca z Perfecty oraz odżywcza Rossmannowa – przeokropne, nie robią nic, poza tym, że strasznie kulają się po twarzy. Nigdy więcej nie kupię, nie mogę się nawet zmusić aby użyć drugą połówkę Rossmannowej.

Chihtsai szampon i odżywka do włosów – o ile szampon w porządku, o tyle odżywka już nie. Przede wszystkim strasznie obciążyła włosy i na drugi dzień nadawały się już tylko do ponownego umycia.

L’oreal Power Density – koncentrat do włosów. Bardzo fajny. Włosy po jego użyciu były fajnie wygładzone i dużo lepiej się układały, co jest nie lada wyzwaniem przy moich cienkich, sianowatych, puszących się włosach.

Tak przedstawiają się moje marcowe zużycia. Troszkę się tego nazbierało, ale to tylko dlatego, że większość była już wcześniej w użyciu i je tylko wykończyłam 🙂 A Wam jak idzie denkowanie? Ja od kiedy zaczęłam robić zużyciowe posty mam ogromną mobilizację, aby zużywać to co mam i ogromną radość sprawia mi każde puste opakowanie trafiające do zużyciowej torebki 🙂