LUSH Dirty

by
Pogłębiła się ostatnio moja miłość do LUSHowych płynów. Faza na mydełka przeszła po wytestowaniu większości, zostawiając w mojej łazience kilku ulubieńców 🙂 Teraz czas na płyny. Wypróbowałam już kilka z nich i mam swoich faworytów, których zbliżanie się do dna okropnie mnie smuci i nakazuje szybko dokupić następną butelkę. Jednym z nich niewątpliwie jest Dirty. Kupił go kiedyś mój mąż z myślą o sobie, bo biedak nie może używać pozostałych ze względu na skład, ja mu raz podkradłam i się zadurzyłam. Od tej chwili kupujemy duże butle i używamy oboje 🙂
Opakowanie: Dirty, jak wszystkie płyny LUSHa, spakowany jest w pękatą plastikową butelkę. Używa się jej łatwo i wygodnie. Na etykiecie znajdziemy podstawowe informacje o składzie oraz naklejkę z datą produkcji i ważności oraz zdjęcie i imię osoby, która go dla nas zrobiła 🙂 

Konsystencja: Sam płyn jest barwy zielono-niebieskiej. Ma idealną konsystencję, ni za gęstą ni za rzadką. Świetnie się pieni, wystarczy go naprawdę niewielka ilość, przez co jest bardzo wydajny.
Zapach: pachnie miętą – lekko, świeżo i energetycznie. Rewelacyjny na poranny orzeźwiający prysznic. Cała łazienka nim pachnie. Zapach nie znika od razu ze skóry, tylko utrzymuje się przez dobry kawałek dnia.

Co producent mówi o składzie: Węglan sodu zmiękcza wodę, wytwarza pianę i pozostawia skórę gładszą. Mięta i mentol mają mieć chłodzący efekt, choć ja go jakoś nie czuję 😉 i dają słodszy zapach niż sama miętówka. Gliceryna i sól morska zmiękczają skórę i włosy.

Moje wrażenia: po użyciu skóra jest czysta, miękka i cudownie pachnąca. Niby nic nadzwyczajnego, ale bardzo mnie urzeka 🙂
Cena: £4.95 / 100 ml, £8.50 / 250 ml, £14.95 / 500 ml
Z założenia seria Dirty przeznaczona jest dla mężczyzn, ale moim zdaniem zapach jest na tyle uniwersalny, że może być używany z równą rozkoszą przez kobiety.
Dirty, jak i pozostałe płyny LUSHowe, nadaje się zarówno do mycia ciała jak i włosów. Ja jednak do mycia włosów używam kostkowych szamponów Lusha 😉