Glossybox.co.uk – luty 2012

by
Wreszcie, nareszcie wróciłam! Nawet nie wiecie jak się stęskniłam za Wami i Waszymi blogami! Za swoim oczywiście też 😉 Niestety czas w PL nie pozwalał mi na śledzenie Waszych poczynań, ale zaraz lecę nadrabiać zaległości 🙂 
Na dobry początek, zanim pokażę Wam co z Polski sobie przywiozłam i pochwalę się wspaniałymi łupami z wymianek, wrzucam jeszcze ciepłego, bo dziś przyleciał, mojego pierwszego Glossyboxa. Edycja styczniowa została pochłonięta przez ocean albo przygarnięta przez Panią pocztowiankę i do mnie nie zawitała :/ ale lutowa już jest 🙂
Tak jak napisałam, to mój pierwszy box ever. Stąd ekscytacja towarzysząca samemu rozpakowywaniu tego pudełeczka ogromna 🙂 Przepięknie spakowane, aż żal to wszystko było otwierać. 
Oto co znalazłam w moim boxiku:
DuWop Venom Gloss – kolor może i mojowy, ale mam tyleee błyszczyków, że ten chyba poszuka nowego domku 😉

Dr Bronner Magic Liquid Soap – mydełko w płynie z organicznych składników – kokosu, oliwy, oleju jojoba i oleju konopi oraz olejkami eterycznymi. Jest dość rzadkie, pachnie ładnie i jestem go bardzo ciekawa 🙂

Paul Mitchell Round Trip – podkreślacz loków. I dla mnie i nie dla mnie, bo mam włosy sianowate, delikatnie kręcone i raczej je prostuje 🙂 ale może pójdę w drugą stronę i spróbuję je porządnie skręcić. Zobaczymy czy zadziała 🙂

BM Beauty Pure Mineral Eyeshadow – czarny cień mineralny. Powędruje do nowego domku, bo z minerałami się jakoś nie lubię 😉

Como Shambhala Invigorate Body Lotion – orzeźwiający balsam do ciała z olejkami eterycznymi eukaliptusa, geranium, lawendy i mięty. Strasznie wybija z niego mocny zapach kwiatowy, chyba geranium, troszkę drażniący, ale może mam po prostu dziś zły dzień 😉

Moje wrażenia dotyczącego lutowego Glossika są troszkę mieszane. Tragedii nie ma, ale chyba spodziewałam się czegoś innego. Dwa z produktów nie dla mnie. Trzeci tak pomiędzy. Dwa mogą być. Malutkie rozczarowanie. Zobaczymy co przyniesie kolejny miesiąc 🙂