Ale jaja… Beauty Blender

by
O tym małym, niepozornym różowym jajeczku krążą już chyba legendy. Jedni uwielbiają, inni uważają za zbędny, kosmicznie drogi gadżet. Wiele już zostało powiedziane i napisane na ten temat. Postanowiłam dorzucić jednak swoje 5 groszy 😀

Nigdy nie byłam fanką wszelakich gąbek i gąbeczek do makijażu. Miałam kilka i nigdy nie byłam z nich zadowolona. Wchłaniały podkład, nie zostawiając zbyt wiele na buzi, tworzyły czasem efekt tapety i podkreślały suche miejsca. Do tego szybko się niszczyły i koszmarnie brudziły, w związku z czym niejednokrotnie okazywały się jednorazowego użytku. Zdecydowanie nie było to coś co używało się z przyjemnością. Po kilku nieudanych próbach, zrezygnowałam z nich całkowicie i nakładałam podkład pędzlem.

Gdy Beauty Blender pojawił się na rynku, zdecydowanie nie wywołał szybszego bicia serca.. nawet przyspieszonego pulsu 😛 Totalnie był mi obojętny. No bo, że niby w czym niby miałby być lepszy od pędzli? Co w nim takiego wyjątkowego? Że hAmerykański, to od razu lepszy? Zwykła, różowa gąbeczka i dobry marketing. Ot co. Nie wierzyłam w to co czytałam na jego temat. Tłumaczyłam to sobie, że Ci co tak go zachwalają musieli po prostu wcześniej używać kiepskich pędzli 😛 Do tego ta cena, jak na coś, co zgodnie z założeniami ma starczyć nam na 3 miesiące używania, dość mocno wygórowana. Aż któregoś słonecznego, lipcowego dnia, coś mnie naszło. Sama nie wiem co i czemu, ale postanowiłam się skusić. A, że ja nie lubię być wystawiana na pokuszenie, bo opieranie się mi po prostu nie wychodzi, kupiłam 😀

Czekałam na paczkę ze Stanów niecały tydzień, w końcu przyleciała, otworzyłam, zaśmiałam się sama do siebie nadal nie wierząc, że zapłaciłam tyle kasy za takie małe różowe coś 😀 Obejrzałam, pomacałam i odłożyłam na toaletkę. Dnia następnego przystąpiłam do testów i możecie wierzyć lub nie, ale w tym dniu zmieniło się całe moje dotychczasowe makijażowe życie 😀

Nie będę Wam tutaj przytaczać obietnic producenta, bo chyba każdy je zna. Napiszę o swoich wrażeniach po ponad 3 miesięcznym użytkowaniu – 3 miesięcznym, codziennym użytkowaniu (poza kilkoma dniami, gdy nie wychodziłam z domku i nie miałam nic na twarzy poza kremem nawilżającym), gdyż od kiedy użyłam go pierwszy raz nie miałam pędzla do podkładu w dłoni 😀 Jajko przewróciło mój świat do góry nogami. Takie małe i niepozorne 🙂

Jak wygląda jajko każdy widzi 😀 Małe, różowe, z poręcznie wyprofilowanym kształtem, z dziubkiem z jednej strony. To gąbeczka nie mająca w swoim składzie latexu, przez co ma nie wchłaniać podkładu, tak jak te zwykłe.

Nakładanie podkładu przy pomocy jajka, to istna bajka. Trwa dosłownie kilkanaście sekund i jest dziecinnie proste i przyjemne. Koniec ze smugami od języczkowych pędzli podkładowych, koniec z topornym blendowaniem. Beauty Blender cały rytuał podkładowy skrócił do minimum. Wystarczy wypsiknąć podkład na rękę lub nakropkować nim twarz i ruchami delikatnie wklepująco-prasującymi wtopić podkład w buzię. Potem można pokulać trochę jajko, aby jeszcze lepiej wszystko wyrównać i utrwalić, ale moim zdaniem, nie ma potrzeby, bo wszystko już jest takie jakie być powinno.

W efekcie mamy pięknie, równomiernie nałożony podkład, idealnie stopiony z buzią, bez smug czy zacieków. Całość wygląda bardzo świeżo i naturalnie. I co zachwyciło mnie najbardziej i w dużym stopniu pogłębiło miłość od pierwszego użycia jest to, że podkład nie osiada w porach jak to miało miejsce przy nakładaniu go pędzlem. Od kiedy go używam, zapomniałam już, że mam pory na policzkach 😀 Pełen zachwyt.

Jajka możemy używać na sucho lub na mokro. Gdy je zmoczymy zwiększa dwukrotnie objętość, przez co niektórym może wydać się bardziej poręczny.

Ja sama używam go na sucho z rzadszymi podkładami, jak Chanel Vitalumiere, lub spryskuję Fix+ do podkładów gęstszych, jak Guerlain Parure Aqua. W obu przypadkach spisuje się świetnie.

Producent zaleca wymianę jajeczka co 3 miesiące. Ja swojego używam już prawie 4 i nic wielkiego się z nim nie dzieje. Wypłukało się i jest mniej różowe i nie wraca już do pierwotnej wielkości, tylko jest większe i ma jakby bardziej rozciągniętą-porowatą strukturę. Nie widzę, aby zmienił swoje dotychczasowe właściwości, ale chyba się zaczyna się zużywać.

Beauty Blender można kupić w zestawie ze specjalnym płynem do jego mycia. Ja jednak go jeszcze nie użyłam, gdyż piorę jajko tak samo jak pędzle, czyli szamponem do włosów i po porządnym płukaniu jajeczko jest czyste.

Ja jestem w Beauty Blenderze zakochana i od kiedy pierwszy raz go użyłam zapomniałam o pędzlach do podkładu. Mówię Wam to ja, wielka maniaczka i właścicielka sporej ilości MACowych pędzli 😀 Beauty Blender zostanie chyba już ze mną na zawsze.