LUSH Dark Angels cleanser

by

Dark Angels, to mój kolejny LUSHowy faworyt.

Czarny skrobak do twarzy dla młodej i tłustej cery. Zrobiony z węgla drzewnego absorbuje sebum i złuszcza skórę. Odżywczy olej z awokado zmiękcza skórę, gliceryna nawilża, a czarny cukier szoruje. Przeciwbakteryjny muł z glinki marakońskiej Rhasshoul dogłębnie oczyszcza, drzewo sandałowe i różane koją i dają uczucie gładkości.
Uwielbiam Dark Angels za moc i siłę z jaką oczyszcza moją buzię. Może jestem jakąś masochistką, ale kocham to drapanie 😀 Po każdorazowym użyciu moja twarz jest porządnie oczyszczona, promienna, rozjaśniona, mięciutka jak pupcia niemowlaka, a pory widocznie zmniejszone.
Minusem jest efekt uboczny używania. Dark Angels jest czarny i lubi robić bałagan. Czarne strugi spływające po ramionach prosto do zlewu, a czasem i na podłogę, zostawiając brudne zacieki. Dużo osób na to narzeka. Dla mnie to jednak nie problem. Przecież używam Aniołka raz w tygodniu, więc mogę czasem umyć ten zlew 😛 Generalnie jednak używam go zawsze przed kąpielą/prysznicem, bo dużo łatwiej zmyć mi jest go z twarzy pod bieżącą wodą niż chlupając się wodą z kurka w zlewie. Poza tym odpadają mi wtedy kafelki do czyszczenia, które bardzo łatwo zachlapać podczas spłukiwania 😛

Producent zaleca stosowanie 2 razy w tygodniu w przypadku cery tłustej i 1 raz dla mieszanej.
Dark Angels, jak większość produktów LUSHa, wykonany jest w dużej mierze ze składników naturalnych, stąd jego przydatność, to tylko 3 miesiące i szczerze mówiąc, przy używaniu 1 raz w tygodniu, niemożliwym jest samodzielne wykończenie pojemniczka w tak krótkim czasie. Najlepiej więc podzielić się z mamą/siostrą/chłopakiem/mężem 😉

cena: £5.80 / 100 g